Każdy nawet średnio rozgarnięty pies wie, że człowiek sobie bez psa nie poradzi. Ludzie są fajni, robią fajne rzeczy ale niestety wykonują je bez pojęcia. Od czego jednak ma psich przyjaciół! Pies się nie leni, nie ociąga, tryska entuzjazmem i pomysłowością jak wszelką robotę usprawnić. Niestety pies robi wszystko by człowieka uszczęśliwić a spotyka się z rażącą niewdzięcznością. Gatunek ludzki stanowczo nadaje się do poprawki!.
Nasze panny pomagają nam w gospodarstwie od świtu do nocy. Każda czynność naznaczona jest życzliwą obecnością wilgotnego psiego nosa w samym centrum wydarzeń. Śnieg zniknął i postanowiłam zabrać się za roślinki, dłubać w ziemi lubię ale moje do tych prac upodobanie nie umywa się do psiego zaangażowania.
Poniżej relacja zdjęciowa moich usiłowań - ja "pracowałam", Maciek robił zdjęcia:
Po odpękaniu pozowania Buba zabrała się za pomoc grzebiącej w roślinkach kobiecie:
Niewdzięczna kobieta napoczęła stosować perswazję słowną:
Buba pies posłuszny - posłuchała, do pomocy dorwała się Beza:
Jak widać perswazja wzbogacona została choreografią. Popisy słowno - ruchowe kobiety zachwyciły Bubę:
Zrozpaczona kobieta próbuje wziąć Bezę na litość:
Litość lubi każdy piesek i Buba takiej okazji nie przepuści:
Nie trudno się domyśleć, że to już koniec pracy... poszłam zatem wypoczywać (oczywiście pieski pomagają w tym energicznie). Ja to mam dobrze...
Mam nie tylko dobrze - mam jeszcze lepiej! Kilka dni temu dostałam przesyłkę od wielokrotnie wspominanej już Tosi - dwie patchworkowe narzuty!!!!!!
Pokój anieli, w którym miały zamieszkać był w remoncie, zatem był to najszybszy remont świata! Nie mogłam się doczekać, kiedy rozłożę je na łóżkach. Dziś skończyliśmy i pomimo bardzo pochmurnego dnia - zrobiłam kilka zdjęć. Nie ma takiej możliwości aby zdjęcie oddało całą urodę tych narzut! Tosia do przesyłki dołączyła też poduszki. Nic nie będę mówić - popatrzcie:
Ja to mam dobrze!
Tosiu - dziękuję! Jestem zachwycona i szczęśliwa!
Nie koniec to jeszcze moich radości - wczoraj znaleźliśmy starą chatę do przeniesienia. Będziemy zatem stawiać dom dla nas! Aby nie było, że mamy tylko i wyłącznie dobrze - formalności mają, według zapowiedzi urzędu, potrwać ponad rok. Chata jest piękna, już oczyma wyobraźni widzimy jak będzie wyglądać po przeniesieniu. Przeznaczona jest do rozbiórki i jeśli byśmy jej nie wzięli - skończyła by tak jak wiele drewnianych chat - w efektownym ognisku.
Pozdrawiam serdecznie!
czwartek, 17 marca 2011
niedziela, 13 marca 2011
Garnki od spodu i Brykacze
Dawno, dawno temu kiedy byłam młodą żoną i matką, pewna znajoma poinformowała mnie, że kompletnie nie sprawdzam się w tych rolach. Młoda byłam, niedoświadczona, w rozpacz wpadłam głęboką. I tkwiłabym sobie w tej rozpaczy po dziś dzień gdybym na szczęście nie wydarła z niej powodu takiej opinii. Otóż ponieważ garnki miałam od spodu brudne!!! Gotowałam na gazie, który jak wiadomo osmala garnki, ale w życiu nie przyszłoby mi do głowy aby je od tego spodu szorować po każdym użyciu. Czasu mi byłoby szkoda. Jakoś - jakość mojego życia nie wiązała mi się z idealnie czystym spodem garnka. Zamiast doprowadzania garów do wyglądu nówki wolałam uczynić coś innego. Z dzieckiem pobyć, książkę poczytać, popatrzeć w niebo...
Potem w miarę lat i doświadczeń wiele takich "karygodnie" niedoczyszczonych spodów widziałam. Jakiś absurdalnie ważnych spraw, które koniecznie muszą być. I często są. Zamiast. Zamiast spraw istotnych, fundamentalnych - jak własne szczęście i prosta radość życia.
Widziałam wiele pozorów, jakiś działań na pokaz lub projekcji własnych, osobniczych lęków. Jeden szoruje te garnki, ktoś inny bez refleksji podąża za modą czy powtarza cudze opinie. Omotani nakazami i koniecznościami, ludzie stają się niewolnikami przedmiotów, przekonań, schematów. Tracą czas, trwonią życie na działaniach pozornych nie widząc nawet ile tracą. Wkładają masę energii i pracy w coś co nie przynosi niczego.
Najnowszym przykładem na to, jest pewna bieszczadzka remiza. Wybudowana i oddana do użytku kilka miesięcy temu, nakładem dużych kosztów i pracy. Wyposażona w wóz i sprzęt, no prawie we wszystko - oprócz sikawek... I właśnie brak owych sikawek sprawił, że dom stojący o 300 metrów od niej spalił się doszczętnie. Bo do pożaru musiał przyjechać wóz ze wsi oddalonej o kilkanaście kilometrów.
W poprzednich postach pisałam o tragedii człowieka, który stracił wszystko. Gdyby ci, którzy przy otwarciu remizy tak sobie nawzajem gratulowali, dopilnowali aby doprowadzić sprawę do końca - straty byłyby o wiele mniejsze! Wydano pieniądze na pokaz a nie po to by gasić pożary.
Każdy ma jakieś swoje "garnki" jakąś własną "remizę", coś co jest absolutnie niepotrzebne a kosztuje pracę, czas czy pieniądze. Ja pewnie też mam coś takiego - postanowiłam przyjrzeć się swemu życiu, by szorowanie jakiś "garnków" nie przesłoniło mi spraw naprawdę ważnych.
Uff... przepraszam - musiałam sobie ulżyć.
A teraz z radością i dumą przedstawiam nasze nowe kózki!!!
Kilka dni temu Mańka urodziła dziewczynkę i chłopca. Na zdjęciu poniżej prawie cała załoga Magody - brakuje Burego. No i Maćka tylko połowa.
Trochę nas dużo nieprawdaż? A jeszcze to nie jest koniec bo Śnieżynka ciągle w ciąży. Tutaj proszę nasza ciężarna w toplesie:
Przyszło wreszcie ocieplenie, śnieg topnieje i możemy wypuszczać całe stadko na powietrze. Maluchy zajmują się brykaniem, pieski zajmują się maluchami, dorosłe kozy zajmują się objadaniem kory z krzaczków a my zajmujemy się całokształtem - z upodobaniem!
Nasze pieski - co było do przewidzenia, kochają maluchy miłością nieprzytomną. Zwłaszcza Beza telepie się z emocji i zachwytu. Jak widać Brykacze nie przejmują się niczym.
Czekamy na wiosnę, kwiatki, trawki i takie tam...
Pozdrawiam!!!
Potem w miarę lat i doświadczeń wiele takich "karygodnie" niedoczyszczonych spodów widziałam. Jakiś absurdalnie ważnych spraw, które koniecznie muszą być. I często są. Zamiast. Zamiast spraw istotnych, fundamentalnych - jak własne szczęście i prosta radość życia.
Widziałam wiele pozorów, jakiś działań na pokaz lub projekcji własnych, osobniczych lęków. Jeden szoruje te garnki, ktoś inny bez refleksji podąża za modą czy powtarza cudze opinie. Omotani nakazami i koniecznościami, ludzie stają się niewolnikami przedmiotów, przekonań, schematów. Tracą czas, trwonią życie na działaniach pozornych nie widząc nawet ile tracą. Wkładają masę energii i pracy w coś co nie przynosi niczego.
Najnowszym przykładem na to, jest pewna bieszczadzka remiza. Wybudowana i oddana do użytku kilka miesięcy temu, nakładem dużych kosztów i pracy. Wyposażona w wóz i sprzęt, no prawie we wszystko - oprócz sikawek... I właśnie brak owych sikawek sprawił, że dom stojący o 300 metrów od niej spalił się doszczętnie. Bo do pożaru musiał przyjechać wóz ze wsi oddalonej o kilkanaście kilometrów.
W poprzednich postach pisałam o tragedii człowieka, który stracił wszystko. Gdyby ci, którzy przy otwarciu remizy tak sobie nawzajem gratulowali, dopilnowali aby doprowadzić sprawę do końca - straty byłyby o wiele mniejsze! Wydano pieniądze na pokaz a nie po to by gasić pożary.
Każdy ma jakieś swoje "garnki" jakąś własną "remizę", coś co jest absolutnie niepotrzebne a kosztuje pracę, czas czy pieniądze. Ja pewnie też mam coś takiego - postanowiłam przyjrzeć się swemu życiu, by szorowanie jakiś "garnków" nie przesłoniło mi spraw naprawdę ważnych.
Uff... przepraszam - musiałam sobie ulżyć.
A teraz z radością i dumą przedstawiam nasze nowe kózki!!!
Kilka dni temu Mańka urodziła dziewczynkę i chłopca. Na zdjęciu poniżej prawie cała załoga Magody - brakuje Burego. No i Maćka tylko połowa.
Trochę nas dużo nieprawdaż? A jeszcze to nie jest koniec bo Śnieżynka ciągle w ciąży. Tutaj proszę nasza ciężarna w toplesie:
Przyszło wreszcie ocieplenie, śnieg topnieje i możemy wypuszczać całe stadko na powietrze. Maluchy zajmują się brykaniem, pieski zajmują się maluchami, dorosłe kozy zajmują się objadaniem kory z krzaczków a my zajmujemy się całokształtem - z upodobaniem!
Nasze pieski - co było do przewidzenia, kochają maluchy miłością nieprzytomną. Zwłaszcza Beza telepie się z emocji i zachwytu. Jak widać Brykacze nie przejmują się niczym.
Czekamy na wiosnę, kwiatki, trawki i takie tam...
Pozdrawiam!!!
wtorek, 8 marca 2011
Radośnie
Hojność polega nie na tym, by dawać dużo, ale na tym, by dawać w odpowiedniej chwili.
Jean de La Bruyère
Dawanie samo w sobie jest doskonałą radością.
Erich Fromm
Posta tego piszę przepełniona radością. Tydzień temu powiedziałam na blogu o tragedii jaka spotkała mieszkańca Bieszczadów - doszczętnie spłonął jego dom. Kochani!!! Nie spodziewałam się nawet, że tylu wspaniałych ludzi to przeczyta, nie oczekiwałam, że tak szybko, tyle osób z pomocą pośpieszy.
Z największą przyjemnością dziękuję Monie i jej mężowi za ich wielkie serca! Mona prowadzi bloga i wpłacając pieniądze na konto pogorzelca można wylosować u niej nagrody. Dziękuję architektowi, który robi projekt nowego domu (chciał pozostać anonimowy), dziękuję Tosi - na jej blogu trwa aukcja patchworkowej narzuty! Dziękuję Anecie, Sanezir, Tabu, Adze! Dziękuję wszystkim, którzy anonimowo dokonują wpłat! Dzięki Wam ten świat jest lepszy, jesteście dowodem na to, że ludzie są dobrzy, wielkoduszni, solidarni i wspaniali!
Dziękuję w imieniu Witka, wzruszonego tyloma gestami pomocy. Od siebie dodam, że chyba jest mu lżej ze świadomością, że nie został z tym nieszczęściem sam.
DZIĘKUJĘ!!!
Poza obsługą "centrum kryzysowego", nasze życie toczy się spokojnie, pomijając codzienne zmagania z powiększającą się zgrają Pimpków - wielbicieli Bezy. Wróciła piękna zima, cieszę oczy każdego dnia. Wrzucę fotki:
Przed naszym domem przed laty kręcono zdjęcia do filmu "Pan Wołodyjowski". Za bramą, przechodzę przez drogę i jestem na filmowych dzikich polach:
Podczas ostatniej wizyty w Czaczu zakupiłam bardzo zniszczony fotel ratanowy. Długo nie mogłam się do niego zabrać aż któregoś dnia mnie naszło i przedstawiam efekt.
Tak wyglądał:
W trakcie łatania:
A teraz tak:
Na koniec nieco klimatów kuchennych: Ciasto z chleba.
Składniki
Chleb pszenny tostowy
miód
masło
Jabłka w cukrze
1/2 l mleka
1 jajko
łyżka cukru
Chleb smarujemy masłem (ja używam Manuela), układamy w formie do pieczenia, polewamy miodem (naturalnym), smarujemy to warstwą konfitury jabłkowej, kolejna warstwa - chleb posmarowany masłem. Całość polewam mlekiem z łyżką cukru i rozbełtanym jajkiem. Musi nasiąknąć. Do piekarnika (180 stopni) na pól godziny. Kroimy po wystygnięciu.
Kuchnia, tu spędzam dużo czasu...
Dzisiaj żadnych więcej słów, żadnego mądrzenia się.
Pozdrawiam najserdeczniej!
Etykiety:
Bieszczady,
kuchnia,
wokół domu,
Zima,
zwierzęta,
życie codzienne w Bieszczadach
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Filmowo:
Chata bojkowska
Chata Magoda
Widoki z tarasu:
Okolice domu

















































































