wtorek, 19 maja 2009

Szkodniki bieszczadzkie

*



Przedstawiam na tym blogu bieszczadzką rzeczywistość i codzienność, ich florę i faunę. Dziś będzie o największym szkodniku Bieszczadów: człowieku i jego najbardziej szkodliwym podgatunku : władzy samorządowej.
Jeśli kiedyś spowoduję wypadek samochodowy to z pewnością w Wetlinie, ponieważ przez tę miejscowość przejeżdżam z zamkniętymi oczami - zamykam by nie widzieć szpetoty domów i tworów budynkopodobnych, gęsto tam poustawianych.
W Bieszczadach jest kilka gmin, ich samorządy zgodne są ze sobą w jednej sprawie: niech każdy buduje jak czuje!
No to budują, czemu nie - willa z wodotryskiem na styl włoski? - proszę bardzo! Dworek polski? - proszsz! Belwederek - wuala! Styl zakopiański? - pliz! A pomiędzy tym baraki, budy, domki campingowe typu "Mazury", domy "pustak - nieotynk", do wyboru, do koloru, do wymiotów!
W gminie Lutowiska są dwa wymogi budowlane dla nowych domów: dach dwuspadowy i elewacja w kolorach pastelowych. (sic!!!). Ja nie wymyślam, przysięgam!
Poza tym hulaj dusza!
Wieżyczki, baszty, ściany w kolorach spranych gaci i malinowa lub trawiastozielona blachodachówka!
Rośnie tych tworów coraz więcej i zasłania Bieszczady. W górski krajobraz najlepiej wpisuje się dom drewniany, ale drewnianych nikt budować nie chce i nie musi.
Co my się natłumaczyliśmy, że dom z drewna TUTAJ powinien być architektonicznym wymogiem, że tańszy od murowanego, że zdrowszy, nie szpeci, że tradycja...
Nic z tego, mur, ściana, nul, niewidzące oczy, kpiący uśmieszek.
Kiedy się buduje dom, trzeba mieć tysiące pozwoleń, zaświadczeń i ekspertyz. Do odbioru domu musiałam dostarczyć ekspertyzę szczelności szamba. Taką ekspertyzę pisze na kilku kartkach A4 - ekspert z uprawnieniami. Na pytanie jak on bada ową szczelność, dowiedziałam się, że wkłada w szambo długi kij i stuka.
Taka ekspertyza kosztuje ok 300 zł, ale warto było zapłacić - tak nie ubawiłam się jeszcze nigdy w życiu!
Wracając do wątku. Sprawdzają te szamba, kominy, mierzą natężenia i naprężenia stropów ale nikt, NIKT nie sprawdza jak paskudny i masakrujący krajobraz będzie to wytwór!
Gościliśmy kiedyś Irlandkę, która opowiedziała nam jak to u nich rozwiązano. Tradycyjny, wiejski dom buduje się tam z kamienia. Jeśli ktoś chce inny - proszę, ale za pozwolenie na budowę innego niż tradycyjny - płaci krocie! I już, problemu nie ma. Wszyscy budują zgodnie z tradycją.
A u nas - pastele!
O niezwykłym, pięknym widoku przy wjeździe do Lutowisk już pisałam. Przyjeżdżający turyści często zatrzymywali się na drodze aby popatrzeć, zrobić zdjęcie, utrudniając tym ruch na drodze. Nasza Gmina postanowiła zrobić punkt widokowy z parkingiem dla samochodów. I zrobiła. Nie pokażę zdjęć tego czegoś bo jest brzydkie jak kupa. Zaasfaltowane i bezużyteczne, ponieważ wjazd na parking jest źle widoczny i ludzie nadal zatrzymują się na drodze!
I tak mogę opowiadać długo ... O niekompetencji, zadufaniu, arogancji i braku pokory.
Z jednej strony mamy cud natury, unikat na skalę europejską, miejsce od zawsze czyste, piękne, wyjątkowe - Bieszczady.
Z drugiej strony władza samorządowa, która zupełnie, w kategoriach absolutu mierząc - nie przystaje do tej roli.
Na pytanie jaką koncepcję mają władze naszej gminy aby sprostać i pogodzić funkcję turystyczną Bieszczadów i ochronę ich przyrody, wójt odpowiedział, że w Lutowiskach planuje kort tenisowy.
Jezuuuuu! Już widzę to poruszenie, ten zgiełk i pośpiech wśród mieszkańców Warszawy, Poznania czy Krakowa, którzy jak jeden mąż na wieść o tym, porzucają swoje warsztaty pracy, korkują drogi dojazdowe w Bieszczady - aby zagrać w Lutowiskach w tenisa!
Opisany powyżej parking ma w naszej wsi swego brata bliźniaka (bliźniacy źle mi się kojarzą) - parking wybudowany też niedawno, nakładem wielkich kosztów, umiejscowiony .... przy kościele. To się nazywa dbałość o turystę!
A kanalizacji we wsi nie ma, tubylcy ścieki wpuszczają w rów i jest dobrze! Wywóz śmieci w tym roku jest reglamentowany - jeden plastikowy worek na rodzinę miesięcznie, zatem śmieci też wyrzuca się - do lasu lub pali (opony, plastiki). I szafa gra!
Podobno na kanalizację brakuje funduszy. Ale ksiądz swój parking ma!
Nasza Władza w Lutowiskach, o samej sobie mówi, że gmina rządzą profesjonaliści. Mieszkam tu już pięć lat, obserwuję bacznie ale do dziś nie odkryłam w jakiej dziedzinie są profesjonalistami. Może jeszcze, kiedyś się dowiem...
Na razie wydają profesjonalne zgody a to na zalanie wodą wielu hektarów wokół zabytkowej cerkwi w Smolniku, a to na budowę niewiarygodnego, architektonicznego koszmarku, który ma być zespołem hotelowym na kilkaset miejsc, SPA, dyskoteką i wypożyczalnią quadów!
Na szczęście inwestorzy tych atrakcji wykładają się finansowo (czego im zresztą, w tym kontekście z całego serca życzę) i na razie nie budują.
Chcieć realizować takie plany to prawo każdego ale dawać na nie zgodę - to zbrodnia na Bieszczadach!
Czego nasi mili profesjonaliści zupełnie nie rozumieją.
Bezmyślne, szkodliwe decyzje władz, brak świadomości ekologicznej tubylców, niekontrolowany napływ turystów, którym nie zapewnia się podstawowej bazy i informacji, chęć zarobku za wszelką cenę. To największe problemy Bieszczadów. To nasza rzeczywistość. Powtórka z Krupówek nam grozi.
W latach siedemdziesiątych zeszłego stulecia Gubernator amerykańskiego stanu Oregon rozstawił tablice z napisem "Odwiedź i odjedź", Oregończycy przyjęli tę politykę z zadowoleniem, drukowali nawet pocztówki z napisem "Witamy nieserdecznie". Chcieli powstrzymać napływające zewsząd tłumy.
Oczywiście to też skrajność.
Pomiędzy postawą naszego samorządu a postawą władz Oregonu jest to miejsce, które dla Bieszczadów jest ratunkiem.
Strach pomyśleć co będzie jeśli...

Ja ze swymi uwagami, pytaniami, poglądami traktowana tu jestem pobłażliwie i lekceważąco. Nikt nie traktuje poważnie tego problemu. Gdybym zaczęła chodzić w kapelutku z dzwoneczkami nikogo by to nie zdziwiło. Ot, wariatka, babski błazenek.
Czuję się bezsilna.
Człowiek w swej naturze ma ciekawość świata, wiedzy, przekonują go argumenty.
Profesjonalista już wie wszystko, niczego nie musi się uczyć - nie ma potrzeby!

Potrząsam sobie tylko dzwoneczkami na tym blogu malutkim.
Dzyń, dzyń dzyń....






















sobota, 16 maja 2009

Remontowo

*



Nadejszła dla nas wiekopomna chwila! Remont bojkowskiej chaty ruszył!
Bojkowie - lud pasterski zamieszkujący wyższe partie Karpatów wschodnich, zwani też góralami połonin, budowali z grubych bali jodłowych, zagrody jednobudynkowe zwane chyżami, w których pod jednym dachem mieszkali ludzie, zwierzęta, składowano siano i zapasy oraz narzędzia rolnicze. Chyże były półkurne to znaczy, że nie było komina lecz dym wychodził szczytami poddasza.
Taka właśnie była chata Paraskewii - komin dostawiono już po wojnie.
Chyże nie miały fundamentów, stawiano je na kamieniach, jako zaprawy używając gliny. Kamienie pod naszą chatą, po 80 latach wiernej służby ludziom, wykruszyły się (piaskowiec), zwietrzały i dom przestał być stabilny. Aby posłużył kolejne lata konieczne stało się wykonanie fundamentów.
W tym celu Maciek podniósł dom do góry - za pomocą kilku podnośników samochodowych. Wymienił też kilka najbardziej zniszczonych belek spodnich.








Dzisiaj przywieziono piasek i żwir. Trzeba wykopać pod chatą fundamenty, zalać betonem (nasza betoniareczka się napracuje!) i postawić na nich chatę z powrotem.
Trzeba było zdemontować wszystko: okna, drzwi, podłogi i stropy. Teraz chyża wygląda jak sto nieszczęść, ale z każdym dniem będzie lepiej!















Kiedy kupowaliśmy chatę widzieliśmy, że pod nią znajduje się piwniczka, jednak zaczęła się sypać jako pierwsza, deszcz ją zalewał, zabezpieczyliśmy ją zatem przed dalszą rujnacją i przez pięć lat nie zaglądaliśmy do niej. Teraz Maciek rozebrał zawalone wejście i oczom naszym ukazało się cuuudooo!
Przeogromne kamloty na glinianej zaprawie tworzą piękne sklepienie! Jesteśmy zachwyceni i postanowiliśmy piwniczkę uratować, przeznaczając ją w przyszłości na miejsce odpoczynku przy deszczowej pogodzie na przykład.










Piwniczka zostanie jeszcze pogłębiona, zrobimy drenaż aby nie podchodziła wodą, zrobimy szerokie wejście. Ratowanie piwniczki, podniesie koszty remontu - w poprzedniej wersji chcieliśmy ją rozebrać i zasypać, ale jej uroda i dobry stan sprawiły, że rozbiórka jej byłaby grzechem! Obecnie modlimy się aby przez kilka dni nie padało, bo wszystko mogłoby popłynąć z deszczem.



Nasza Buba z psa myśliwskiego stała się, żyjąc z nami psem stróżującym, pasterskim (wspaniale zagania kozy i konie), psem ogrodniczym, opiekunką dzieci i pocieszycielką strapionych a obecnie jest psem budowlanym. Taki wielobranżowy psi Leonardo!
Jej zaangażowanie, pasja i entuzjazm nie mają sobie równych. Tylko czekać jak zacznie pisać bloga!





Sprzątając chatę przed remontem Maciek stwierdził, że przepiękne sanie na zdjęciu poniżej musimy sprzedać, bo nie mamy warunków (miejsca) przechować ich w czasie remontu.
Z bólem w sercu pokazuję zdjęcie sań, zgodziłam się rozstać z nimi bo wiem gdzie można kupić drugie takie!



Na koniec po remontowym rozgardiaszu pokażę kilka zdjęć "ładnych".





Przez lunetę stojącą na tarasie widać nawet ludzi na Tarnicy!



Pokazywana już ławeczka w wiosennej szacie.



Remont potrwa. Ja przy nim spełniam funkcje załatwiacza, zaopatrzeniowca i dokumentalisty. Reszta jest na głowie Maćka.

*

środa, 13 maja 2009

Jak to jest gdy pisze się bloga

*



Kilka dni temu Maciek powiedział mi, że czuje się jak w Big Brotherze: dzwoni do rodziny a oni pytają o kozy mimo, że jeszcze nic im o tym, wcześniej nie mówił. Bloga namierzyło wielu naszych gości, sąsiedzi, przyjaciele. Wczoraj w sklepie kiedy wybierałam produkty ( jest to czynność wymagająca dużego skupienia - kto robił codzienne zakupy dla kilkunastu osób ten wie), nagle za plecami usłyszałam szept: to chyba ta Magda z bloga! Trudno było się skupić ponieważ Panie rozmawiały o mnie, scenicznym szeptem, 20 cm od mego karku.
Dostaję listy i telefony z pytaniami czy można nas odwiedzić "bo będziemy w pobliżu i chcielibyśmy trochę sobie na tarasie i w salonie posiedzieć".
Nie brałam takich sytuacji pod uwagę kiedy wklepałam pierwszego posta!
Są jednak i dobre, miłe strony bloga. Ostatnio mieliśmy pełen dom gości z których tylko dwójka bloga nie znała. Rozmowa przy stole przebiegała gładko, nie musieliśmy z Maćkiem odpowiadać na te same co zawsze pytania - bo goście znali odpowiedzi. W jednym z postów wspomniałam, że chciałabym zobaczyć dom z lotu ptaka. Odezwała się do mnie miła Pani z propozycją i może.... zobaczę!
Dostałam także prezenty do pokoju słonecznego i kociego! Dziękuję!
Oto batikowe słońce:




W Bieszczadach było bardzo sucho, wczoraj popadał pierwszy w tym roku deszcz. Rośliny tylko na to czekały! Chwyciłam za aparat.

Kozy we mgle:



Obfotografowałam dom od strony drogi, z każdej strony, roślinki i w ogóle wszystko co mi w oko wpadło. Z kilku zdjęć jestem nawet zadowolona. Aparacik okazał się średni ale przy odrobinie wysiłku można co nieco z niego wyciągnąć.

Oto dom widziany z drogi dojazdowej.


Następne zdjęcia robiłam biegając wzdłuż granicy działki.










Parking powstał dzięki wielogodzinnej pracy spychacza. Działka nie miała nawet metra kwadratowego w poziomie. Maciek wymyślił go w innym miejscu i kiedy przyszłam zobaczyć był już gotowy. Wtedy wyszła na jaw moja wredna natura - uparłam się i Pan Spychacz musiał rozpocząć pracę od nowa. Przysłuchiwał się naszej kłótni w milczeniu patrząc w niebo, potem powiedział, że jest mu to "przez różnicy" i ruszył do pracy.
Dziś Maciek twierdzi, że tak jest dobrze ale wtedy!! było nerwowo.




Moje ukochane autko. Miejscowi śmieją się z niego, że wygląda jak przewrócona budka telefoniczna, łaskawsi nazywają go Papa Mobile bo ma otwierany dach. Ma za to napęd na cztery koła i mieści sześć osób - jeśli akurat nie wożę nim materiałów budowlanych...



Dom od tyłu.










Dom od frontu.

















Drewutnia przerobiona obecnie na sypialnię dla kóz jest bardzo malownicza.




Kocham modrzewie. Są piękne, rosną szybko. Tego zasadziłam sama 4 lata temu. Był wtedy małym patyczkiem. Miał szczęście, nie namierzyły go krowy sąsiadów.






Na koniec nieco kwiecia i zieleniny.
















W przyszłym tygodniu wybieram się w góry. Wtedy dopiero się rozwinę!



*

Filmowo:


Chata bojkowska

Chata bojkowska

Chata Magoda

Chata Magoda

Widoki z tarasu:

Widoki z tarasu:



Okolice domu

Okolice domu