Jesienny wiatr nawiewa do domu zżółknięte liście, wspomnienia i głupie myśli.
Dwie szalone psie panny parskają wiatrem i ciepłem, tańcząc z radości. Letnie wieczory, zieleń i kwiaty wrócą w przyszłym roku. Odpoczynek się zbliża a wraz z nim refleksja o przemijaniu wszystkiego. Wszystkiego.
Rodzimy się by umrzeć, nie ominie to nikogo - żyjemy, z dnia na dzień zwijając się w sobie jak schnące liście. Jesteśmy tak krótko, że żal marnować jednej chociaż chwili. Żal tkwić w tym co nie jest dobre. Żaden moment się nie powtórzy, żadne lato, żadna okazja do szczęścia, uśmiechu.
Nie ma takiego mądrego, który powie: żyjemy po to by... i to okaże się prawdą. Nie wiadomo mi po co szkodnik o nazwie "człowiek" zapełnia tę Planetę. Jedynym w miarę przekonującym powodem by tu być jest czynić dobrze, nie szkodzić, nie wtrącać się, ... być szczęśliwym.
Na dzisiejszych zdjęciach widać niewiele: poranne mgły i szadź. Ot.
I trochę kolorowych liści...
czwartek, 7 października 2010
niedziela, 26 września 2010
Trochę zdjęć
Dogodziłam sobie pracą w tym roku! Od początku kwietnia nie miałam dotąd ani jednego wolnego dnia a zwykłe obowiązki przeplatam pracą w bojkowskiej chacie. Takie dwa etaty rzec by można. Wiemy jednak z Maćkiem, że jeszcze miesiąc i odpoczniemy i to trzyma nas w pionie choć brak snu, nieustanny stand by, i nawał setek szczegółów do zrobienia, zapamiętania i zorganizowania czujemy w kościach jak nigdy dotąd. Chciałam odczekać do zakończenia bojkowskiej by pokazać efekt finalny ale mam poważną wątpliwość czy tak długi post przeszedłby przez bloggera. Pokazuję zatem po trochu, kawałkami tak jak kawałkami wykańczamy poszczególne pomieszczenia. Okazało się niestety, że mam za mało sprzętów do wystroju, podczas zeszłorocznego pobytu w Czaczu zawahałam się kilkakrotnie i zrezygnowałam z zakupu tego czy owego i dziś żałuję! Ja chcę do Czacza!!! Niestety teraz już nie jest to możliwe i muszę sobie radzić inaczej.
Zanim przejdę do bojkowskiej chcę jednak pokazać początek jesieni przed naszym domem.
Na początek lustro ze starego okna w sieni bojkowskiej:
Poniżej salon, który powoli zbliża się do pożądanej formy:
Zmieniłam pokrycie sofy na beżowe i tak bardziej mi się podoba.
Fotel kupiony w Czaczu ozdobiłam naszywką od Ity - mam to wielkie szczęście, że mogłam ją poznać osobiście (Itę oczywiście). I tu pozwolę sobie na dygresję. Poznałam kilka osób piszących blogi i zawsze z radością odkrywałam, że są to wspaniałe osoby, na żywo jeszcze zyskujące. To niesamowite uczucie taka konfrontacja z wyobrażeniem o kimś. W takich chwilach rozumiem przemiłą panią, która przyjechawszy do nas pytała: to pan Maciek jest prawdziwy? Nowy rodzaj ekspresji i kreatywności jakim jest blog tworzy nowe sytuacje i niespodzianki. Fajnie, że istnieje ten blogowy świat bo dzięki niemu można poznawać Wspaniałych Ludzi, inspirować się ich pomysłami, życiem czy czerpać z ich doświadczeń. A czasem można uściskać niektórych z nich!
No to jeszcze kilka ujęć fotela z naszywką:
Pieski w salonie:
Jeszcze trochę się tu zmieni, stół zamieniony będzie na większy, każdego dnia zmieniam dizajny, morduję się z wiejskim kredensem - jak skończę to pokażę. Na razie jest tak.
Maleńka sypialnia przy salonie. Poprzednia właścicielka chaty - Paraskewia kochała kwiaty, ten pokoik jest jej właśnie dedykowany. Nad łóżkiem powiesiłam starą, misternie haftowaną w kwiaty tkaninę, na ścianach będą wianki, które Paraskewia lubiła zaplatać.
Łazienka przy kwiatowym pokoju - w lustrze widać haftowaną tkaninę:
Kuchnia:
Kiedy w listopadzie kupiłam zasłony do kuchni, pokazywałam je wtedy na blogu - teraz proszę - wiszą już na swoim miejscu!
Maciek z oburzeniem opowiadał mi, ze zwiedzające chatę panie wydają okrzyki zachwytu nad tymi zasłonami właśnie. Żeby się zachwycać jakimiś szmatami kiedy on całą bojkowską własnymi rękami zrobił - to mu się nie mieści w głowie. Cóż do tego trzeba być kobietą, po prostu.
Widok na całą ścianę, z lodówką będę musiała coś zrobić - jak znajdę odpowiednią tkaninę to ją okleję.
O takim kranie marzyłam od zawsze był jednak poza moim zasięgiem ze względów finansowych. Kilka miesięcy temu weszliśmy do sklepu budowlanego w Sanoku a tam...ten właśnie kran przeceniony o kilkadziesiąt procent! Z niepokojem zapytałam sprzedawcę co jest w tym kranie popsute a pan na to: wszystko z nim w porządku, musieliśmy przecenić bo kto by chciał takie szkaradziejstwo? Jako specjalistka od szkaradziejstw, zakupiłam natychmiast oczywiście.
Kolejne "szkaradziejstwo" - zegar, dotarł do nas ze stłuczoną szybką. Ma swoją historię, związany jest z osobami, które bardzo lubimy, zostawiliśmy zatem tę szybkę - na pamiątkę.
Każdy sprzęt w naszym domu ma swoją opowieść. Kredens pochodzi od kolejnej serdecznej osoby:
Wyciąg kuchenny Maciek obłożył gontem - tym samym co jest na dachu:
Do kuchni dojdzie jeszcze niewielki stół. Na razie wygląda tak:
Na allegro wyszperaliśmy stare zamki skrzynkowe - siedem sztuk w cenie jednego!
Miało być więcej zdjęć - skończony jest jeden pokój na górze i łazienka. Jednak blogger umęczył mnie tak, że już nie mam siły i czasu.
Pozdrawiam serdecznie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Filmowo:
Chata bojkowska
Chata Magoda
Widoki z tarasu:
Okolice domu
























































