W oczekiwaniu na dostęp do telefonu, przesiedziałam kiedyś kilka godzin w holu nepalskiego hotelu. Czas jednak nie dłużył mi się wcale bo upływał na obserwacji pracownika hotelu, dla którego jedynym "statutowym" zajęciem było uroczyste salutowanie. Kiedy goście hotelowi wchodzili lub wychodzili głównym wejściem, pan ten stawał na baczność po czym z namaszczeniem i poczuciem misji widocznym na twarzy - salutował, strzelając przy tym obcasami. Potem spokojnie wracał do swej ulubionej czynności a było to oglądanie hinduskiego filmu w tv.
Kiedy usiadłam tam i zaczęłam czekać, film już trwał na dobre, kiedy po kilku godzinach odeszłam - jeszcze się nie skończył. Bohaterowie filmu ubrani byli przepięknie, prześlicznie co chwilę śpiewali, na twarzach mieli takie makijaże, że z trudem domyślałam się czy jest to kobieta czy mężczyzna. To co w ich strojach i scenografii nie było czerwone - z pewnością było niebieskie, złoto kapało zewsząd, czasem pobłyskiwało szmaragdem.
Od intensywności barw dostałam bólu oczu. Obecnie estetyka bollywoodzkiego kina jest powszechnie znana zatem nie będę się rozpisywać. Aktorzy czczeni są tam na równi z licznymi bóstwami. Plakaty filmowe wiszą obok wizerunków Ganeshy i Shiwy. Nawet okna ciężarówek obwieszonych choinkowymi łańcuchami i lampkami - zalepione są plakatami podobizn filmowych idolów. Jak się doda do obrazu wszechobecne girlandy żywych i plastikowych kwiatów to w europejskich standardach mamy do czynienia z kiczem w czystej postaci.
Nie mogę powiedzieć, że złoto i niebieskości tworzą moje ulubione otoczenie ale tam mi to nie przeszkadzało. Zamiłowanie do kontrastowych jaskrawości wynika z temperamentu, tradycji estetycznej i klimatu, i ma swój urok choć nie przyszłoby mi do głowy by coś z tych pomysłów dekoracyjnych przenieść do siebie. No, może salutujący pan cieszyłby mnie również w bieszczadzkim życiu - był wspaniały!
Kicz ma swą definicję oraz wiele konotacji, jednak w różnych kulturach, krajach postrzegany bywa różnie. Wspólne dla mieszkańców naszej strefy klimatycznej jako tego kiczu kwintesencja jest odniesienie do jelenia na rykowisku. Najchętniej przy zachodzącym słońcu.
Rykowisko mamy obecnie jak się patrzy. Jelenie ryczą nawet kilkadziesiąt metrów od domu. Zachody słońca cieszą oczy iście hinduską kolorystyką jednak nie udało mi się uchwycić aparatem oby tych przyrodniczych zjawisk jednocześnie. Czy połowa kiczowatego obrazka nadal jest kiczem?
Obfotografowałam zachód słońca z każdej strony domu:


Z przyjemnością pokażę również wschód słońca u nas widziany aparatem naszych gości:
Na koniec nasze panny.
I kilka wrześniowych obrazków:

Pozdrawiam serdecznie!














































