*

Tyle się dzieje, nie nadążam.
Po pierwsze Bury. Wizyta naszego nieocenionego weterynarza wykazała, że Bury został zaatakowany przez duże zwierzę. Poraniony jest bardzo, rany sie paprzą. Możliwe, że uszkodzony został błędnik bo zatacza się i przewraca (ja to wzięłam początkowo za objaw zatrucia), po operacji ma się odrobinę lepiej ale nic jeszcze nie jest pewne. Czas pokaże. Wygląda teraz jak sto nieszczęść - trzeba było go ogolić, mamy nadzieję, że się z tego wyliże. Ma apetyt a to rokuje dobrze.
Po drugie Śmigacze - bo tak nazywam nasz kozi przychówek są z dnia na dzień mocniejsze i bardziej broją. Mama interesuje je wyłącznie konsumpcyjnie, poza posiłkami eksplorują świat, zaprzyjaźniają się z nami i Bubą. Próbują podgryzać roślinki (widziałam!), ale największym przysmakiem są trociny. Strach pomyśleć co z nich wyrośnie - nie mają jeszcze nawet tygodnia! Moglibyśmy godzinami patrzeć jak brykają, podskakując niezgrabnie i znienacka, potykając się i przewracając po to tylko, by za chwilę znów niewidocznym impulsem wiedzione - ponownie podrzucać kuperki w górę. Są śliczne, przytulają się do nas, uwielbiają mizianki. I cały czas coś kombinują. Buba oszalała! Uwielbia je bałwochwalczo, pilnuje, obiega w obłąkanych rundkach i podziwia! Nie sposób jej uspokoić, telepie się cała z nadmiaru emocji i miłości. Wykończy się nam pies!
Kózki to chłopczyk i dziewczynka. Bechemot i Zuzia. Zuzia jest większa, sprawniejsza i bystrzejsza. Bechemot (to nie ja wymyśliłam mu imię) jest gapowaty i mniej ruchliwy. We wszystkim próbuje naśladować siostrę ale mu to nic a nic nie wychodzi. Mamy własny, kameralny kabaret!
Maciek skończył przenoszenie chaty dla sąsiadów. Bojkowska chata (a właściwie jej ocalały fragment) prezentuje się pięknie i z przyjemnością na nią patrzę kiedy przejeżdżam obok. Tak przejeżdżam! Nie mam nadal własnego auta jednak zaczął się już sezon, dom pełen gości i okazało się, że piesze do sklepu wycieczki nie mieszczą mi się czasowo w dniu pracy. Z panicznym lękiem jeżdżę zatem budowlanym pikapem Maćka. Nie sięgam nogami do pedałów, nie widzę drogi, drzwi otwierają mi się na każdym zakręcie ( nie mam tyle siły co Maciek aby zrobić nimi solidne DUP! no to się otwierają szeroko). Autko z racji kształtu, koloru i porażającej urody zwane przez wszystkich "trumną", włączam według Maćka instrukcji: najpierw wkładam taki cypidon tam gdzie z prawej strony świeci się na czerwono, potem przekręcam kluczyk ale nie do końca, ma zgasnąć jedno z dwóch takich co się świecą po lewej. Przekręcam kluczyk z powrotem i liczę do pięciu. A potem to już mogę znów przekręcić kluczyk i powinno zapalić. To dopiero początek emocji! Prowadzi się to trudniej niż wielbłąda - jeździłam na wielbłądzie, porównanie mam. Cofanie przyprawia mnie o stan przedzawałowy. Nogi mi się trzęsą, ręce latają, nie widzę nic! Z zewnątrz widać mi tylko czubek głowy. Jak Buba jedzie ze mną to widać dwa czubki - dwie blondynki. Maciek kilka razy dziennie powtarza mi, że jest ze mnie dumny.
Wracając do przeniesionej bojkowskiej: została uratowana przed niechybną zagładą. Kilka lat temu mieszkał w niej jeden taki, który jak mu było zimno to ją sukcesywnie rozbierał i palił nią w piecu. Nie był to jego najbardziej ekscentryczny wyczyn. Raz widziany był jak biegał nago po Lutowiskach, krzycząc ze zgrozą, że gonią go dinozaury.
W chacie Maciek znalazł monidło (pamiętacie opowiadanie Himilsbacha?). Monidło jest prześliczne, krawat, kołnierzyki i inne drobne elementy, kunsztownie zostały domalowane. Powiesimy je w naszej bojkowskiej. Nie udało się nam dowiedzieć kim byli ludzie ze zdjęcia.

Galeria Śmigaczy:




Dumny Maciek z przychówkiem:


Buba pilnująca:






Śmigacze poruszają się szybko, jak do tego dochodzi trzeci element - Buba - nie da rady zrobić ostrego zdjęcia!



Od syna dostałam cztery ceramiczne jeżyki. Prawda, że śliczne?


Wiosenny szczaw nie ma sobie równych. Zbieram go zatem i warzę szczawiową zupę, którą robi się najprościej na świecie:
Do bulionu wrzucam pokrojone w kostkę ziemniaki i marchew, jak się ugotują - a trwa to chwilkę - wrzucam posiekany szczaw, po chwili dodaję śmietanę i po robocie! Podaję z jajkiem na twardo. Pycha!






































