środa, 6 stycznia 2010

O naturze ludzkiej i nie tylko

*




Dziś będzie poważnie.

Mimo mijających lat i doświadczeń różnej natury, ciągle wierzę w dobro tkwiące w ludziach. Wiara ta bierze się z przekonania, że dobro wynika z miłości a przecież wszyscy ludzie chcą kochać i być kochani. Zła moim zdaniem nie ma - jest lęk obezwładniający duszę i on powoduje, że ktoś (i tu można wybrać: ze strachu przed biedą, odrzuceniem, samotnością, śmiesznością i tak dalej) czyni źle.
Można mnie nazwać naiwną, ale tak wierzę i zmieniać się nie chcę!
Zawsze więcej dawałam z siebie niż dostawałam. Nie interesowała mnie jednak swoista buchalteria: ty mi to, to ja ci tamto, nie stawiałam tego na żadnej wadze. Taka jestem, inna być nie umiem. Ostatnio jednak proporcje się zmieniły! Dostaję tyle, że ledwo mogę unieść! Serdeczności, dobroci, pomocy, prezentów. Piszę o tym co czas jakiś, bo brać trzeba umieć a ja uczę się po omacku.
Każdy przejaw ludzkiej życzliwości napełnia ciepłem serce i cieszy, cieszy! Jednak zaraz chciałabym tej osobie nieba przychylić, też sprawić przyjemność.
Umiem tylko podziękować. Słowami zwykłymi wyrazić swą radość, że świat jest pełen wrażliwych, czujących ludzi, że nawet nie znając osobiście dają sygnał, że gdzieś tam, czasem na końcu świata, myślą o nas.
Dziękuję jeszcze raz, z całego serca! Tym wszystkim, których nigdy nawet nie widzieliśmy, nie spotkaliśmy.
Starałam się podziękować wszystkim indywidualnie ale jeszcze tutaj, jeszcze raz, MUSIAŁAM o tym napisać.

Kontynuując posta w tak podniosłym tonie, napisać chcę jak zaczął nam się rok. A zaczął się pięknie!
O miłym sylwestrze już pisałam, drugiego stycznia mieli przyjechać do nas goście co już od dawna są naszymi Przyjaciółmi.
Ludzi, którzy wybierają naszą chatę na wypoczynek łączy bardzo dużo: podobna wrażliwość, poczucie humoru, widzenie świata. Poznają się u nas i - zaprzyjaźniają! No i zrobili nam niespodziankę - skrzyknęli się spontanicznie, w tajemnicy przed nami i przyjechali w większej ilości. Spędziliśmy wspaniale czas, do dziś mam zakwasy ze śmiechu. Przywieźli ze sobą również psy, zatem Buba za jednym zamachem miała do zabawy całe stado! Wokół nas pałętało się pięć dużych psów. I tak jak ich właściciele - psy też się lubią.
Pozostaje mi tylko pokazać zdjęcia psiej radości, w przepięknych okolicznościach przyrody.











Pierwszy raz od trzech tygodni miałam czas pójść na spacer. Buba szalała ze szczęścia!























Stado psów to dla Burego było za wiele. Dwa dni przemieszkał w umywalce, z pogardą izolując się od tłumu.



Na koniec na specjalne życzenie pokażę zdjęcie naszego gościa. Jak się nie tajniaczy i nie robi min - jaśnieje wybitną, męską urodą - żałuję, że nie możecie tego zobaczyć - cóż chciał właśnie tak:



Jeszcze jedno! Wiele osób w listach pytało mnie skąd się bierze nasza pogoda ducha. Jest takie stare, chińskie przysłowie, które od lat sobie powtarzam. Działa!

"Nie możesz sprawić by ptaki rozpaczy nie latały nad twoją głową, ale możesz nie pozwolić, by uwiły sobie na niej gniazdo"

*

piątek, 1 stycznia 2010

Witam w Nowym Roku!

*



Witam w Nowym Roku!
Poprzedni pożegnałam bez żalu, grudzień do ostatniego dnia dawał nam popalić. Nie czepiałam się zatem jego rękawa i nie prosiłam, łkając by został. Jednak jak powiedział Marek Aureliusz:
"Nie należy się gniewać na bieg wypadków, bo to ich nic nie obchodzi."
Czas płynie, przynosi Nowe.
Pragnę podziękować za wszystkie życzenia, za prezenty, za serdeczność i liczne niespodzianki jakimi obdarzyli mnie czytelnicy bloga. Nie byłam w stanie odpowiedzieć na każdy list i każdy dowód sympatii. Przepraszam za to. Trochę się u nas działo spraw trudnych, do komputera nie miałam kiedy podejść. Obiecuję, że nadrobię zaległości. Teraz powiem tylko, że ta życzliwość dodawała mi sił. Dziękuję raz jeszcze!
Spędziliśmy z Maćkiem pracowitego choć bardzo miłego Sylwestra, ze wspaniałymi ludźmi. Tak naprawdę to nie lubię tego całego sylwestrowego zamieszania jeśli zabawa staje się imperatywem. Dzisiejsza noc upłynęła jednak w przesympatycznej atmosferze i na niewymuszonych rozrywkach.
Najweselej powitałam rok tuż przed przeprowadzką w Bieszczady. Pożegnalny ze Szczecinem Sylwester sprawił, że noworoczny świt zastał mnie obolałą ze śmiechu.
Najgorszy mój Sylwester był przed laty. Pracowałam wtedy w teatrze. W tym samym teatrze zaczynała swoją aktorską drogę Danuta Stenka. Uzdolniona, pracowita, urocza i ogólnie lubiana. Sylwester zaczął się sympatycznie. Przerobiłam na tę okazję babciną suknię balową, mocno eksponując plecy, okiełznałam szopę na głowie, uczyniłam dyskretny makijaż, dodałam sobie wzrostu wysokim obcasem. Wyglądałam pięknie (to było ponad dwadzieścia lat temu!).
Czas mile płynął na rozmowach i tańcach. Nagle weszła mocno spóźniona Danka Stenka. I tak samo nagle - wszyscy panowie stracili zainteresowanie otaczającym światem. Patrzyli tylko na Nią. Kłębili się wokół drobnej postaci Danki i nie reagowali na żadne bodźce zewnętrzne. Mam naturę badacza zatem wylałam na pierwszego z brzegu, szklankę wody - nie zauważył! Z wrzątkiem już nie eksperymentowałam bo widać było, że żadnych efektów nie przyniesie. Próbowałam nawiązać konwersację z paniami ale one w większości były żonami tych panów i wykazując narastającą nerwowość nie podejmowały rozmowy. Do północy patrzyłam przez okno, czytałam tytuły książek na półkach, gapiłam się w sufit a na koniec siedziałam, machając nóżką i oglądając własne paznokcie. Od tamtej pory zawsze pytałam się czy będzie Danka, jeśli miała się pojawić po prostu na imprezę nie szłam. Paznokcie obejrzałam sobie aż nadto dokładnie.
Z radością i przyjemnością jednak, oglądam ją w kolejnych rolach, spaprany Sylwester nie wpłynął na moją sympatię.

Stęskniłam się do bloga! Po dwóch tygodniach zaczęło mi go brakować. W wolnych nanosekundach wpisywałam pojedyncze zdania tego posta. Paskudny grudzień sprawił kolejnego psikusa! Okazało się, że fragment posta opublikował się perfidnie sam. No i przed Sylwestrem witałam w nowym roku! Mogłabym oczywiście się tłumaczyć, że w Bieszczadach żyjemy poza czasem, ale aż taka szurnięta nie jestem. Wywaliłam posta z bloga i napisałam od początku publikując we właściwym czasie.

W tym roku czeka na nas jeszcze więcej pracy. Trzeba skończyć bojkowską chatę! Potem będę miała dwa domy do obsługi. Urodzą się kózki - Ruda wygląda na oczekującą dzieci. Będzie zatem już spore stadko. Jak ja przed nimi uchronię moje roślinki, tego teraz jeszcze nie wiem. Mam też kilka, zupełnie prywatnych planów w tym roku.
Zatem jedynym moim życzeniem na ten rok jest, by doba uprzejmie zechciała sie wydłużyć! No co by jej szkodziło?

Pokażę kilka już wspomnieniowych zdjęć świątecznych i aktualnych zimowych, i idę padać na twarz.
Jutro przyjeżdżają od dawna wyczekiwani goście. Będzie się działo!


Świątecznie:






Sylwestrowo. Około drugiej godziny w nocy piesek padł:



Zimowo:

















"Życie nie składa się z wielkich poświęceń
i obowiązków, ale z drobiazgów.
Uśmiechy i życzliwość rozdawane na co dzień
są tym, co zdobywa i zatrzymuje serca, i zapewnia pocieszenie."
Humprey Davy

Uśmiechu i życzliwości w Nowym Roku dla wszystkich!


*

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Grudzień

*




Zacznę od wyników losowania. Nie spodziewałam się, że będzie konieczne, myślałam, że może ktoś zechce przyjąć obrus i makatkę, no to wyślę, a tu tyle osób chętnych! Z braku czasu zapisałam w dwóch kolumnach te Panie (bo Pana żadnego nie było), ponumerowałam, a sierotkiem był Maciek. Kazałam mu podać dwie liczby od jeden do.. I po wszystkim.
Obrusik poleci na emigracyjny, wigilijny stół Pauli71 a makatka do Eugenii. Proszę obie Panie o podanie adresów. Gratuluję!

Odwaliłam masę dobrej roboty! Wypucowałam, poprałam poprasowałam już prawie wszystko. Rąk i pleców nie czuję! Ale jak się rozglądam wokół siebie to mi dobrze. Mam nadzieję, że ten fengszuj zadziała również nie tylko na samopoczucie ale na całokształt, bo po całym dobrym roku, grudzień dowalił nam niespodziewanie kłopotów i zmartwień. Od pierwszego dnia grudnia się zaczęło i tak po kolei każdego dnia. Spotykamy się z Maćkiem wieczorami, bo on w bojkowskiej chacie fedruje - ja w domu, i wymieniamy się wieściami o kolejnych najnowszych kataklizmach. Już tyle tego jest, że łapie nas głupawka. Przykład: wraca Maciek i mówi - zepsuła się szlifierka! Patrzymy na siebie i wybuchamy śmiechem. No to ja mówię - byłam w banku, skończyły się pieniądze na remont bojkowskiej! Teraz już ze śmiechu nie możemy ustać więc walimy się na ziemię i wyjemy jak durni. Na to Maciek dławiąc się ze śmiechu: nie wiadomo kiedy energetyka podłączy prąd do bojkowskiej! Przez łzy wtedy chrypię , że goście odwołali świąteczną rezerwację i będziemy w święta mieć pusty pokój. I tak sobie dalej ciągniemy listę, dopóki się nie zmęczymy tym śmiechem. A następnego dnia dochodzą nowe rozrywkowe wieści. Trzeba przyznać, że jak się coś psuje (a popsuło nam się tak około połowy sprzętu), to nie tak zwyczajnie, tylko naprawdę śmiesznie. Kiedy Maciek wyciąga swoją komórkę aby gdzieś zadzwonić, biegniemy z Bubą szybko bo zawsze wtedy jest fajnie. Wczoraj jak próbował wysłać sms to komórka zamiast tego - robiła zdjęcia, a jak próbuje znaleźć numer do kogoś to wtedy właśnie - wysyła sms - do kogoś innego. Poza tym nic w niej nie słychać. Uwielbiam być przy tym jak Maciek huczy: "przepraszam, ja nic nie słyszę, to szybko powiem o co chodzi i będę się rozłączał". Drze się przy tym tak, że słychać go wieś dalej.
A jak fajnie popsuł się telewizor! Nadaje tylko jeden program - dwójkę. Jak koniecznie chcemy zobaczyć coś na jedynce to trzeba ją kodować. Jak się wyłączy telewizor to już po ptakach - trzeba kodować ponownie. Ale najlepsze jest to, że kanał na którym się kodowało - znika! Ponieważ tych kanałów jest ( a raczej było) 99 to wyliczyliśmy kiedy nam się skończą. I wtedy zostanie ta dwójka. Ale telewizor to najmniejszy pikuś bo i tak mało w niego patrzymy.
Grudzień to zawsze dla mnie czas podsumowań. Tak mam. Dziwny to był rok. Wydarzyło się dla nas dużo dobrego, mogliśmy wreszcie wziąć się za remont bojkowskiej, przeżyliśmy wiele dobrych, miłych chwil, poznaliśmy wielu nowych, wspaniałych, wyjątkowych wręcz ludzi, obdarzeni byliśmy dowodami przyjaźni przez tych, których już znamy.
W tym roku też odszedł po pięknym, długim życiu, najwspanialszy mój przyjaciel - Niuniuś. Zetknęliśmy się również z ludzką "bezinteresowną" nieżyczliwością. Niezrozumiałą, niepojętą wręcz agresywnością - tym bardziej cieszymy się, że mieszkamy tutaj, z dala od zgiełku i miejskiej nerwowości.
Wygrany konkurs w Czterech Kątach, blog pewnie też - skierowały na nas zainteresowanie mediów. Kilkukrotnie musiałam odmawiać wizyty w jakimś studiu telewizyjnym czy radiowym. Zazwyczaj miały to być audycje o wariatach takich jak my, którzy zmienili swoje życie. Nie szukamy popularności, jesteśmy bardzo kameralni i naprawdę najlepiej czujemy się w naszym bieszczadzkim domu. Telepanie się po polskich drogach przez wiele godzin po to by przed kamerami, na "wizji" odpowiedzieć na jedno pytanie - wydaje mi się ekscentrycznym pomysłem.
Był to także rok nowych pomysłów, które będziemy chcieli zrealizować. Jest ich wiele i wszystkie kuszą. Mam nadzieję, że życia starczy!

W przerwach, kiedy nie robiłam za Pucfrau, dla relaksu popełniłam na szybko kilka drobiazgów świątecznych i nie tylko. Dekoracjami dopiero chcę się zająć (wymyśliłam małe choinki z lnu do pokoi gości i jedną większą plecioną z rdestu i brzozowych witek) ale ponieważ do bloga wrócę dopiero po Nowym Roku to już ich wtedy nie będę pokazywać bo to by była herbata po obiedzie. Pokażę zatem co uczyniłam w rączkach pauzując między praniem a szorowaniem podłóg i ścian.

Na początek lniane ubranko. W każdym pokoju leżą informatory z telefonami, bieszczadzkimi atrakcjami, adresami i godzinami otwarcia, rozkładem jazdy lokalnych autobusów i tak dalej. Wydrukowałam je i zbindowałam trzy lata temu. Każdy dostał ozdobną okładkę - ale te okładki już dość są podniszczone. Uszyłam zatem lniane okładki. Z kieszonką na foldery. Jeszcze muszę uszyć dwie. Okładki te.
Oto efekt:













Postanowiłam rozjaśnić ciemny kącik przy stole. Latem i jesienią nasuszyłam sporo "badziewu", teraz chlapnęłam go śniegiem w sprayu, omotałam choinkowymi światełkami i efekt mnie zadowala. Kącik tworzy nastrój, którego na zdjęciach pewnie nie widać - aparat też się psuje!













Miłym zajęciem było uszycie kolekcji serduszek. Tegoroczne święta u nas, to będą głównie białe i lniane ozdoby, serduszka też są takie. Z nadprodukcji rdestowej porobiłam wianuszki i zawiesiłam w sieni.
























Kiedy zamieszkaliśmy przed laty w bojkowskiej chacie, zastaliśmy ją taką jaka była za życia Paraskewii. Wisiało tam dużo kwietnych wianków i bukietów - Paraskewia kochała kwiaty. Niestety ze starości ozdoby te rozpadały się już w rękach. Zrobiłam do bojkowskiej kwietny wianek a'la Paraska.










Zapowiadany śnieg pada! Za oknami biały lecz pochmurny świat. Słońce wyjdzie pewnie za kilka dni jak odpracuje ten śnieg. Święta zapowiadają się piękne!
Kochani! Dziękuję Wam za ten wspólny, mijający rok! Wszystkim tu zaglądającym życzę przede wszystkim bliskości w Święta! Aby nikt nie czuł się wtedy samotny. Aby w Waszych sercach zagościły spokój i miłość!
A Sylwester, aby był taki jak sobie każdy życzy. Z radością i uśmiechem wejdźcie w Nowy Rok!
Do zobaczenia!




I trzymajcie proszę dzisiaj kciuki mocno, o 17.00 Buba ma operację.


*

Filmowo:


Chata bojkowska

Chata bojkowska

Chata Magoda

Chata Magoda

Widoki z tarasu:

Widoki z tarasu:



Okolice domu

Okolice domu