sobota, 20 czerwca 2009

Czego nie muszę w Bieszczadach

*




Trudno definitywne odciąć się grubą kreską od wielu lat "poprzedniego", miejskiego życia. Nawet wśród połonin, łąk i zachodów słońca nawiedzają mnie wspomnienia. Przez kilka ostatnich dni gościliśmy przyjaciółkę ze Szczecina, której nie widzieliśmy od przyjazdu tutaj - czyli już pięć lat.
Wspólny czas spędziłyśmy na gadaniu. Obrazy przeszłości wdarły się falą wezbraną. Uderzył mnie kontrast pomiędzy tym jaka byłam kiedyś a tą Ja obecną. Bez wartościowania tych obserwacji z ulgą konstatuję, że obecnie MUSZĘ mniej.
Przed laty, jeszcze jako bysnes łomen negocjowałam duży kontrakt z przedstawicielami firmy pochodzącej z kraju bogatego, o starych, finansowych tradycjach. Wraz ze wspólnikiem całą noc jechaliśmy ze Szczecina do Warszawy by z rana wszcząć owe negocjacje. Ubranka mieliśmy eleganckie i odprasowane by wygladać świeżo, pięknie i poważnie.
Tuż przed spotkaniem wspólnik chciał się napić kawy i w pośpiechu pijąc - rozlał ją sobie na cudownej urody garniturek. Próby sprania plamy rozkwitłej w okolicy - za przeproszeniem - krocza, nie dały żadnych efektów.
Ja natomiast wbiegając już na schody prowadzące do sali konferencyjnej - potknęłam się i podeszwa mych pięknych, markowych sandałków pękła tak, że część "palcowa" oddzieliła się od części "piętowej". Na amen.
Utrzymanie butka na nodze wymagało przy chodzeniu ruchów posuwisto - szurających.
Kiedy wchodziliśmy do sali gdzie czekali na nas finansowi wyjadacze w nieskazitelnych koszulkach, garniturkach i bucikach, ja balansowałam posuwiście a wspólnik trzymał dłoń na kroczu.
Negocjacje trwały nieprzerwanie dwanaście godzin. Wiele razy musieliśmy wstawać by na tablicy przedstawiać zawiłe zagadnienia frmy. Ja szurając z wdzięcznym zamachem nogą, wspólnik uporczywie trzymając jedną dłoń na - wiadomo czym.
Na nieszczęście przypomniał mi się wtedy wiersz Tuwima: Grande Valse Brillante, w dramatycznej interpretacji Ewy Demarczyk. Zamiast skupiać się na celu spotkania prowadzonego na dokładkę w obcym języku, w głowie huczały mi słowa:
"...i walcuje szurając podwiniętą podeszwą.."
Dostałam głupawki.
Nieskazitelni panowie w czystych i kompletnych ubrankach, chyba do końca nie odkryli powodu, dla którego para niepełnosprawnych ruchowo polskich biznesmenów chichotała i dławiła się ze śmiechu w trudnych do przewidzenia momentach spotkania.
Negocjacje zakończyły się sukcesem. Naszym!
Manifestowaliśmy dobry humor i niezrozumiałą radość życia - co ewidentnie wytrąciło z równowagi poważnych przedstawicieli światowego biznesu.
Dziś już nie muszę ubierać się w drogie, niewygodne szatki a podeszwy mi nie pękają bo rzadko zakładam buty.
Kiedy ostatnio załatwiałam kredyt w banku pojechałam tam prosto z ogródka i nikt się nie dziwił memu wyglądowi bo jestem rolniczką i wolno mi!
Nie muszę też i nie chcę się malować zatem tego nie robię. Kiedyś musiałam. Wszelkie kosmetyczne malowidła przywiezione w Bieszczady powysychały i zakończyły swój żywot w koszu na śmieci. Nie muszę wyglądać reprezentacyjnie! A kolejne zmarszczki nie spędzają mi snu z niepomalowanych powiek.
Zawartość naszej szafy to wyłącznie praktyczne ubrania do pracy.
Dobrze mi z tym.
Dostaliśmy zaproszenie do Warszawy na uroczystą Galę z koncertami, pokazami mody i konkursami na zakończenie której wręczone będą statuetki Miejsca Szczególnego. Wygraliśmy ten konkurs głównie dzięki głosom naszych Gości i postanowiliśmy po odbiór nagrody wydelegować jednych z nich. Z pewnością lepiej będą pasować do takiej imprezy niż my.
Marysiu, Kazimierzu - z góry Wam za zastępstwo dziękujemy!

Nie muszę też pracować na okrągło! Mogę sobie pisać posta bo w domowych pracach pomaga mi od pewnego czasu Święta Kobieta! To autentyczny skarb, brylant i cudo!
Na początek zrobiła cynamonowe bułeczki a potem z każdą chwilą było coraz wspanialej. Dom błyszczy i pachnie czystością, goście nakarmieni i zadowoleni. Ale mi się trafiło!



Wczoraj wieczorem zrobiłam zajęcia dekupażu a potem było ognisko.




Panie malują butelki, panowie zazdroszczą, Buba pilnuje.




Na koniec tradycyjnie kilka zdjęć i znikam bo przecież posta też w nieskończoność pisać nie muszę.












*

31 komentarzy:

  1. Ależ Magodo pięknie napisałaś o "duchach" przeszłości!!!To cudownie już nie musieć prawda? nigdzie się nie spieszyć,nie zabiegać o dobra materialne,które niezbędne są w tym wielkim,szybkim świecie.Poruszyłaś temat,który i dziś mnie naszedł po rozmowie z bliską mi osobą,dosyć majętną, znacznie różną ode mnie i wiesz,wolę tą moją bidę,główkowanie skąd brać na rachunki i jak tu zrobić by dom też pięknie wyglądał.Wielki świat rządzi się wielkimi wyrzeczeniami,bo też w tym wielkim świecie muszą być wielkie pieniądze,nie możesz pokazać swej prawdziwej twarzy,bo to nie na miejscu.
    I wiesz Magodo,chciałabym już też nie musieć.
    Pozdrawiam Ciebie i Maćka bardzo serdecznie,no i Bubę pogłaszcz,bo to przyjaciel nie mniejszy od męża...
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hi hi hi ...się uśmiałam z waszych negocjacji,chciałabym to wszystko zobaczyć na własne oczy .Chociaż przedstawiłaś to tak realnie ,plus Twoje komentarze ...nie mogę przestać się uśmiechać!
    Mieszkając w lesie ,też nie muszę .....a właściwie nie chce mi się ,ani malować ,ani się stroić ,i dobrze mi z tym .Łapę tylko nieraz spojrzenie męża ....hmm .
    Cieszę się ,że Święta Kobieta jest tak pomocna !Będziesz mogła troszkę odsapnąć ,należy Ci się !!!Muszę się przyznać ,że liczyłam na to ,bo liczę na kolejne posty !!!
    Ślicznie u was jak zwykle.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciesze sie, ze Swieta Kobieta Wam przypadla do gustu! Terza z pewnoscia wiecwj rzeczy
    m o z e s z, a nie m u s i s z ;)
    I masz racje, sporo jest niestety rzeczy, ktore czesto naprawde musimy robic tak a nie inaczej, choc ja osobiscie unikam tego jak moge ;)
    Pozdrawiam serdecznie Magdo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zeżarło mi posta! Bardzo mi się -w każdym razie - Grand valse brillante podoba i te negocjacje, i... nicniemuszenie. Też lubię. Aktualnie w dresiku, z nogami na stoliku...
    I cieszę się, że przyjadę do Ciebie i będziemy m-o-g-ł-y upiec sobie chleb albo bułeczki (może razem ze Świętą Kobietą?)

    OdpowiedzUsuń
  5. (Edyta Geppert)

    Jeszcze kiedyś wstanę
    I gdzieś w podróż ruszę
    Nie wrócę nad ranem
    Bo już nic nie muszę

    I może w posadach
    Ziemi nie poruszę
    Ale tak się składa
    Że już nic nie muszę

    Mogę trzasnąć drzwiami
    Wyjść kiedy się duszę
    Wzruszyć ramionami
    Bo już nic nie muszę

    Głośno krzyczeć mogę
    Płakać gdy się wzruszę
    Zgubić słuszną drogę
    Bo już nic nie muszę

    I o racje swoje
    Kopii już nie kruszę
    Świata się nie boję
    Bo już nic nie muszę

    Jeśli się nie skusisz
    To ja cię nie zmuszę
    Bo ty nic nie musisz
    Tak jak ja nie muszę

    Milutkie trzy słowa
    Jak miód na mą duszę
    Powtarzam od nowa
    Że już nic nie muszę

    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jagodo!Wszystkie "biznes łumenki i łumeny "zawyły z zazdrości .To cudowne ,mniej "musieć".To ważne ,żeby żyć z przyjemnością!

    OdpowiedzUsuń
  7. Raincloud, tekst bardzo w sam raz :) Bardzo mi sie spodobal :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jej...BOSSSSSSSSSSSKOOOOOOOO u Ciebie, u WAS:)
    Cudne miejsca, piękne fotografie-piękne życie. Podziwiam i gratuluję:)
    Dobrze, że są ludzie z pasjami, dający siebie innym-jak Wy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Hello!
    Thank you for visit in my blog and your so kind words!:)
    I enjoy again your pics which are full of feeling!! I`m sorry that I don`t understand so well about text!

    Have a nice and beautiful summer to Poland!:))
    Hugs, Marge

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękny dzisiejszy post, myślę, że każdy z nas szuka tego miejsca, w którym "nie musi", cudownie, że znaleźliście je dla siebie i innych, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Cieszy mnie każda szczęśliwa osoba! Ja nieustannie też wierzę, że któregoś dnia też nie będę musiała prasować białej bluzki i martwić się, czy mi lakier na pazurach szybko wyschnie.
    Zdradź proszę jak nazywa się kwiat na ostatniej fotce. Mam taką samą roślinkę i moja lada chwila zakwitnie, chyba na pomarańczowo.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapracowałaś i zasłużyłaś sobie na to, aby teraz móc powiedzieć - nie muszę, ale CHCĘ!

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam Cię!!! :-D Postaram się o tej podeszwie pamiętać w sytuacjach, gdy zacznę w siebie wątpić.
    '...jakby tam właśnie były i błękitem kreśliły...' Lecę poszukać na Wrzucie, dawno tego nie słuchałam :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Basiu to prawda - nie musieć to swego rodzaju wolność. Dziękuję za pozdrowienia!
    Ita - dziękuję za całokształt - jesteś kochana!
    Bea - trzymam kciuki za Ciebie!
    An-no - czekamy na Ciebie!
    Raincloud - dzięki serdeczne! Utrafiłaś tym tekstem w sedno. Pozdrawiam Cię!
    Mabi, Asiorku, Magdo, llooko - dziękuje Wam!
    Kankanko to rozchodnik nie pamiętam jego nazwy. Życzę Ci abyś nie musiała!
    Daisy, miłego słuchania. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wlasnie odkrylam Twoj blog. Jestem pod wrazeniem. Od razu dodaje do ulubionych. Ide czytac dalej. Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  16. Wiedziałam, że Marysia Was zachwyci, nie wiedziałam, że tak szybko :))). Ona niejedno potrafi! :)))
    Uśmiałam się wyobrażając sobie, jak intrygująco wyglądaliście podczas negocjacji :))
    Pozdrawiam i smacznego! Bułeczki wyglądają smakowicie :). Znając kuchenne możliwości kuchareczki tak samo też smakują :)

    OdpowiedzUsuń
  17. piękny post będący pochwałą prostego, pięknego życia wolnego od bożka konsumpcji...
    ...nie każdy do takiego życia dojrzeje za swojego zycia, ale i tak jest dobrze, bo dzięki temu lepiej cenimy to co mamy.
    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  18. Każdy ma gdzieś to swoje szczęśliwe miejsce , gdzie muszę zamienia się w wolności chcę i bardzo się cieszę , że je znalazłaś ! świetny post , uśmiałam się do łez z negocjacyjnej opowieści a swoją drogą powinni je przeczytac wszyscy z kręgu białych kołnierzyków i na miarę szytych garsonek to nabraliby zdrowego dystansu ... Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  19. Też się uśmiałam do łez tak cudownie opisujesz wszystkie te chwile.Miałam nadzieję że wybierając wieś i męża rolnika też tego doświadczę, spokoju, wolności , swojego raju. Niestety ...., może Bieszczady mają inny klimat, a może po prostu profil hodowli i unijne "ramy" nie pozwalają odetchnąć?Póki co zaglądam tutaj i się ładuję pozytywną energią.
    Pozdrawiam gorąco .Bułeczki wyglądają smakowicie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Witaj, Magodo!
    Odkryłam Twój blog jakieś trzy tygodnie temu (przez przypadek... a jak to zwykle bywa z przypadkami, żaden z nich nie jest przypadkowy ;)). Muszę przyznać, że czytałam wszytskie posty do godzin wczesnoporannych - urzeczona, czasem rozbawiona, czasem wzruszona do łez.
    Nie odzywałam się od tego czasu, bom milczek z natury :P
    Życie na wsi, z dala o wielkomiejskiego szaleństwa, w drewnianym domu (koniecznie drewnianym!) - mój Boże, to są moje marzenia od kiedy sięgam pamięcią! A ja, w przeciwieństwie do więksości ludzi, wierzę w swoje marzenia i chcę, żeby się spełniły ;) I nie ukrywam, że lektura, Twojego bloga dodała moim marzeniom jeszcze większych skrzydeł!
    Bo oto proszę, okazuje się, że są ludzie, którzy chcieli żyć inaczej i którym się to udało! I są szczęśliwi :)

    Podziwiam Waszą odwagę. Odwagę w realizowaniu swojego marzenia. Bo trzeba mieć dużo odwagi, by zrealizować takie marzenie, by porzucić miasto, zamknąć firmę, zacząć zupełnie od nowa, a dodatkowo, jak Wy, w warunkach, które są naprawdę trudne - jakże inne od miejskiego życia i eleganckich biznesowych ciuszków (których, notabene, nie noszę, bo nie muszę - a nie muszę, bo tak wybrałam :P).

    Czytanie Twoich postów daje mi pozytywnego kopa :) Umacnia wiarę w to, że mi też się uda.

    Kurczę... tyle razy byłam w Bieszczadach (na marginesie - to moje najbardziej magiczne miejsce ne ziemi), a jeszcze nigdy moje nogi nie zaprowadziły mnie do Lutowisk!


    Pozdrawiam cieplutko :)
    Smagliczka

    OdpowiedzUsuń
  21. Od razu mi się lepiej zrobiło! W Krakowie leje, chmury jakoś dziwnie nisko i nicniemusienie nasuwa się samo, ale niestety, to tak nie działa, dlatego cieszę się, że jest ktoś kto tak ma. Negocjacje istne cudo - myślałam, że to tylko w dobrych komediach się zdarza. Pozdrowienia serdeczne bez przymusu - Anna

    OdpowiedzUsuń
  22. świetny wpis... w tle szczęście i poczucie spełnienia... :)
    miałem kiedyś podobną sytuację jak wspólnik z kawą, tylko z colą... na szczęście nie musiałem wstawać i chodzić tylko grzecznie siedziałem... ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Witaj Elu,
    Ka-Ha - a jak ja się cieszę!
    Ewo, Nettiko, Gosiu, Anno, Dudi - dziękuję Wam za wizytę i miłe słowa.
    Smagliczko - trzymam kciuki za Twoje marzenia!

    OdpowiedzUsuń
  24. Bez przesady,już tak caŁkiem nic się nie umalować? Pani Magodo radzę choć troszeczkę.
    Też kiedyś się tym nie przejmowaŁam,ale teraz jest inaczej,bo pamiętam jak jeszcze w mŁodości szykowaŁyśmy się z moją Mamą gdzieś "do wyjścia" ja się wtedy nie malowaŁam (mŁodość)a moja Mama mówi tak : "poczekaj,starą oficynę trzeba odświeżyć" ja mówię "Mamo,daj spokój z tym malowaniem" a moja Mama " o nie córuchno,każda kobieta chce wyglądać Ładnie,nawet i starsza" i zawsze delikatnie się malowaŁa,co teraz sobie przypominam,bo mojej Mamy już dawno nie ma,teraz ja jestem w tym wieku.co Ona wtedy.I nawet jak mi się nie chce ,to sobie przypominam ten tekst (który już i moja córka zna)nieraz razem oficyny odświeżamy.
    I tak trzymać kobietki.Niech Polki Ładnie wyglądają.

    OdpowiedzUsuń
  25. Jagódko,po prostu jesteś kobietą LUKSUSOWĄ!
    Bo luksusem jest 'nie musieć', prawda?

    Brawo za poczucie humoru :)))
    Ściskam mocno i cieszę się razem z Tobą, że trafiłaś na Święta Kobietę - pozdrów ją :))

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja nic pisać nie muszę... Ty i tak wiesz :D
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  27. Hi, hi... no to się troszkę pośmiałam, jak zwykle zresztą:)Dzięki serdeczne za miły początek dnia!Jeśli chodzi o malowanie, to nie maluję się właściwie tylko na wakacjach,generalnie staram się codziennie tapetę jakąś na dziób nałożyć, ale im jestem starsza, tym mniej się maluję i zdarza mi się wyjść poza dom bez makijażu:) A kobiety świętej to zazdroszczę-u mnie też by się nie nudziła!
    Serdecznie Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  28. To ja gratuluję zdobycia "Skarbu" :))
    Pozdrawiam bardzo mokro ;))

    OdpowiedzUsuń
  29. To wspaniale dojść w swoim życiu do momentu w którym się nic nie musi tylko się chce. Jagodo naprawdę ta nagroda wam się należy, gratuluję. I za każdym razem czytając wieści z Magodowej Chaty rozpływam się w marzeniach tak jak pewnie rozpływają się w ustach te cynamonowe bułeczki:) Pozdrawiam. Katiuszka

    OdpowiedzUsuń
  30. Dziękuje w swoim imieniu za ten post!
    Wiele mi dał do myślenia,
    A W SZCZEGÓLNOŚCI ze sprawami z którymi się na odzień borykam...
    bo muszę,
    bo trzeba,
    bo wypada...
    czy kiedyś jak TY...
    POWIEM NIE MUSZĘ....???
    PRAGNĘŁABYM I TO JUŻ ZARAZ ,
    NAJLEPIEJ OD JUTRA...

    Dziękuje i ogromnie pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  31. No to gratuluję wyróżnienia :) jak zwykle buźka mi się uśmiecha jak tu coś czytam ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Filmowo:

Chata bojkowska

Chata bojkowska

Chata Magoda

Chata Magoda

Widoki z tarasu:

Widoki z tarasu:

Okolice domu

Okolice domu