piątek, 25 sierpnia 2017

Lista marzeń



Myślę, że nastał taki czas kiedy wyraźnie trzeba określić swoje poglądy o świecie i stosunek do spraw podstawowych.

Przyzwoitość to słowo, które określa czyny człowieka, który nie kłamie, nie oszukuje nawet jeśli miałby z tego korzyści. Człowieka, który w imię własnej wygody czy osobistego interesu nie krzywdzi innych, stojących na jego drodze. Przyzwoitość to stan, w którym dbamy o innych, kiedy jest taka potrzeba, ratujemy, wyciągamy rękę w potrzebie i nie patrzymy na zapłatę. Świat ludzi przyzwoitych to moje największe marzenie. Warto być przyzwoitym.

Marzę o świecie bez niepotrzebnego cierpienia. A za takie uważam wszystkie krzywdy zadane drugiej osobie oraz każdemu żyjącemu i czującemu stworzeniu. Nie zgadzam się na strzelanie do zwierząt lub dręczenie ich na wszystkie możliwe sposoby, na traktowanie ich jak własność. Nie zgadzam się na przemoc.

Marzę o świecie bez nienawiści. Marzę o świecie bez podziału na lepszych i gorszych kiedy jedynym kryterium jest kolor skóry, miejsce urodzenia, przekonania czy płeć osoby którą się kocha.

Marzę o świecie bez granic, o świecie bez nacjonalizmu i wszelkich narodowych awersji bo powtarzając za Petterem Rossegerem - patryjotyzm nie polega na nienawiści do innych narodów lecz na miłości do własnego.

Marzę o świecie, w którym słucha się kobiet. Bo kobiety są mądre miłością. Nie wolno ich poniżać, naród, który nie szanuje kobiet nie przetrwa.

Marzę o relacjach opartych na szacunku.

Chcę żyć wśród ludzi, którzy kierują się pozytywnymi emocjami, wartościami, motywacją. Nie rozumiem tych, którzy źle czynią i mówią. Jestem z innego niż oni świata.

Marzę o świecie, w którym ludzie rozumieją swoje miejsce, troskliwie dbając o naszą planetę i jej naturalne zasoby. Nie zgadzam się na rabunkową eksploatację świata w imię wygód jednego pokolenia.

Marzę o świecie, w którym ludzie zaczną wspólnie rozwiązywać problemy i budować dobrą przyszłość dla naszych dzieci i wnuków. Marzę o świecie bez polityków, ale dopóki oni są to nie zgadzam się na to co robi nasz Rząd. Jest zaprzeczeniem wszystkich ważnych dla mnie wartości.

Marzę o świecie bez małostkowości, bez bezsensownego podgryzania się nawzajem, bez złośliwości i agresji. Ludzie nawet nie wiedzą ile tracą dobrego przez takie działania, jak szczęśliwe i spokojne życie mogliby mieć nie zajmując się życiem innych.

Każdemu życzę spokoju w sercu, dobrych myśli w głowie, dobrych ludzi wokół.
Być przyzwoitym jest trudniej ale takie życie więcej daje satysfakcji.



 

 

 

 

środa, 28 czerwca 2017

Dziękuję



Wiele razy siadałam do napisania posta. Zawsze jednak głowę zapełniać zaczynały tematy ważne i niestety nie nastrajające optymistycznie. Bo jakże mogłoby być inaczej jeśli serce przepełnia niepokój o to co się dzieje w lesie najbliższym, w Polsce, na świecie... Nie po to jednak blog ten powstał by snuć na nim kasandryczne wizje.

Moja szczecińska znajoma, była Miss India, kobieta piękna nie tylko zewnętrznym pięknem, opowiadała mi kiedyś, że każdego dnia robi listę rzeczy dobrych, które zdarzyły się, o których przeczytała lub pomyślała danego dnia. Jej kolekcja dobra i piękna rosła i w chwilach ciężkich była jej ratunkowym kołem.

Zapamiętałam jej słowa na zawsze i każdego dnia dziękuję za różne sprawy, których doświadczam.

Oto dzisiejsza lista:

Dziękuję za ten świat. Po prostu.

Dziękuję za zdrowie i za chorobę bo wtedy mogę docenić czym zdrowie jest.

Dziękuję za miłość i szacunek - jestem nimi obdarowywana każdego dnia.

Dziękuję za wszystkich dobrych ludzi, których spotykam na mojej drodze. Za niedobrych też dziękuję bo są przestrogą.

Dziękuję za kolor niebieski, który powrócił do mnie po wielu latach, w czasie których nie tolerowałam go w swoim otoczeniu.

Dziękuję za spokój jaki do mnie przychodzi czasem.

Dziękuję za nasze psy. Za ich cudowną naturę i za to, że każdego dnia dają mi więcej niż zasługuję.

Dziękuję za wiatr i słońce - sprawiają, że czuję się szczęśliwa.

Dziękuję za dach nad głową.

Dziękuję za serce, które wie po czyjej być stronie - zawsze tam gdzie dzieje się krzywda, i pędzi mnie na ratunek.

Dziękuję za wszystkie wspaniałe niespodzianki, które zdarzają mi się każdego dnia.

Dziękuję za każdy uśmiech i dobre słowo.

Dziękuję za piękno.

Dziękuję za potrzebę i umiejętność przeżywania sztuki.

Za ciepłe wieczory dziękuję.

Za wzystkie zakątki świata w których byłam - niech trwają.

Dziękuję za nadzieję, że wszystko się ułoży i dobro a choćby tylko rozsądek - zwycięży.

Dziękuję za ulotność, lekkość i przemijanie choć serce się ściska z tęsknoty natychmiast.

Dziękuję za każdy następny dzień i za brak wiedzy czy nie będzie on ostatnim.

Dziękuję za wszystkich wspaniałych ludzi, którzy są dla mnie wzorem.

Dziękuję za Tajemnicę.

Dziękuję za nowy projekt, który zrodził się w naszych głowach i jeśli zdrowie pozwoli - zrealizujemy za kilka lat.

Dziękuję za zapach świeżych ziół latem.

Dziękuję za radość.


Dziękuję za pracę.

Dziękuję







wtorek, 11 kwietnia 2017

O zwierzętach

Koty miałam od zawsze. Często trafiały pod mój dach przypadkiem, często nie miałam wyboru - jak wtedy, kiedy przyszły do mnie dzieciaki z podwórka (jeszcze w Szczecinie) i bardzo podekscytowane wołały abym poszła z nimi. Znalazły coś...tym czymś okazała się szóstka kocich noworodków, jeszcze z nieuschniętymi pępowinkami, wrzuconych do torby po cukrze i zostawionych na cemencie, przy śmietniku. Maleństwa żyły, piszczały ślepe i zmarznięte bo to był kwiecień właśnie. Popatrzyłam wtedy w proszące oczy mojego syna, miał wtedy kilka lat, westchnęłam i zabrałam te sześć nieszczęść do domu.

Odchowaliśmy je, znaleźliśmy domy.

Jakiś czas potem - znowu dzieciaki: proszę pani! Mały kotek, ślepy w kartonie przy śmietniku leży!

No to znowu wzięłam. To był Ptyś - najsłodszy najmilszy ze wszystkich kotów jakie znałam. Wykarmiłam go butelką. Bezkonfliktowy, grzeczny pieszczoch. Troszkę durniutki ale przecież młody - wyrobi się. Był z nami jakieś dwa lata, kiedy zdarzyło się nieszczęście - drzwi wejściowe coś lub ktoś otworzył i dwa nasze koty wyszły na klatkę schodową (nigdy nie wychodziły same). Jednego - Niuniusia znalazłam piętro niżej, Ptyśka nigdzie nie było. Co myśmy robili żeby go znaleźć! Ile plakatów rozlepiliśmy, ile chodziliśmy, wołaliśmy! Każdą wolną chwilę. Szukaliśmy niestrudzenie bo go kochaliśmy, bo był dla nas ważny, bo dał nam tyle miłości, że nie umieliśmy sobie poradzić z myślą, że jest tam gdzieś zagubiony, przerażony i czeka na nas.

Pewnego dnia do domu wpał syn i woła! Jest Ptysiek! uciekł mi ale wiem dokąd. Złapałam ulubione jedzenie Ptysia i pobiegliśmy. Syn po drodze mi opowiedział, że zobaczył go dość daleko od domu, wziął na ręce i wsiadł do autobusu ale z tego autobusu wyrzucił go kierowca (bo koty tylko w transporterkach), i w czasie zamieszania, przestraszony kot wyrwał się i uciekł. Ptyś był piękny: duży i cały czarny, calutki. I za takim rozglądaliśmy się w miejscu do którego doprowadził mnie syn. Jest!!!! Jest!!! Podszedł do nas i zaczął jeść, łzy radości ciekły mi po twarzy. Nagle... przyszedł drugi Ptysiek! Taki sam! I za chwilę następny...Ptysiek! Przy dziesiątym Ptyśku a wszystkie wyglądały identycznie - straciłam nadzieję, że jest wśród nich ten nasz. Bo go nie było. Żaden z tych Ptyśków nie zachowywał się tak jak nasz. Ale każdy był miły, grzeczny i głodny.

I co ja Wam teraz chcę powiedzieć? A to, że wtedy zrozumiałam na czym to wszystko polega. Że każde stworzenie jest cudowne, każde ma w sobie radość i smutek, ból, może cierpieć i może nas kochać. Każde! Któregokolwiek z Ptyśków byśmy wzięli - dadzą nam to samo! Bezwarunkową miłość, zaufanie, śmiech i łzy nasze - kiedy je stracimy. Jesteśmy im to winni! Bo są bezbronne, żyją w świecie, który my stworzyliśmy nie licząc się z ich potrzebami. Mało tego,urządzamy na nie polowania, obdzieramy ze skóry, dręczymy, zamykamy w klatkach, zabijamy w bestialski sposób, wyrzucamy, głodzimy... można tak jeszcze długo ciągnąć to co robimy zwierzętom.

Nie jem mięsa, jajek z klatkowego chowu, nie kupuję kosmetyków testowanych na zwierzętach, nie noszę futer, nie podaję ręki myśliwym. Czas z tym skończyć. Czas mówić o tym głośno i wprost!

"Gdyby zwierzęta wierzyły w Boga, to Szatan w ich oczach wyglądałby jak człowiek"

 
I jeszcze jedno, zawsze znajdą sie osoby, które tym co niosą pomoc zwierzętom zarzucają, że tyle dzieci, tylu chorych ludzi potrzebuje pomocy. No to kochani: pomagajcie! Niech każdy pomaga komu chce, byle pomagał a nie siedział na kanapie i krytykował tych, którzy coś robią. Tyle w temacie.

 
Przed zbliżającymi się Świętami Wielkanocnymi życzę wszystkim abyśmy doczekali świata sprawiedliwego, dobrego dla wszystkich istot, pełnego miłości, akceptacji i spokoju.















Zdjęcia naszych zwierzaków: Buby, Bezy, Mirabelki, Kićki I Burego zrobione przeze mnie i przez Zbyszka Sierko - naszego Gościa :)

wtorek, 21 lutego 2017

Wolność


"Można wszystko mi zabrać, a ja mogę jutro zacząć życie od nowa".

Beata Tyszkiewicz


Trafiłam ostatnio na te słowa, poraziły mnie swoją prostotą a wyrażają wszystko co chcę powiedzieć, wszystko co jest dla mnie ważne.

Moim sensem w życiu jest pomaganie innym. Tym, którzy tego potrzebują.

Sobie pomóc mogę tylko na jeden sposób - uwalniając się. Od stereotypów, wiary, niechęci, uzależnień. Od strachu. Trudno opisać ulgę jaką się czuje kiedy uwalniamy się od czegoś co nami rządziło. Rzuciłam palenie mimo, że było bardzo trudno. Kiedy pierwszy raz dotarło do mnie, że już nie chcę, nie potrzebuję poczułam się wspaniale! Nie jestem zależna od papierosów, alkoholu, reklamy, mięsa, słodyczy (sic!), nie jestem zależna od ludzkiej opinii, nie jestem zależna od związku. Nie jestem zależna od pieniędzy, przedmiotów czy marzeń - dziś są takie, jutro inne. Nie potrzebuję się podobać, nie kupuję nowych ubrań. Nie maluję się i jestem z tym naprawdę szczęśliwa. Kiedy patrzę, jak wiele kobiet nie umie wyjść z domu bez makijażu to jest mi ich bardzo żal. Makijaż nie sprawi, że będziemy miały bardziej udane życie, że mężczyzna będzie nas kochał po życia kres. To mit, bzdura.

Szczęście jest tutaj, teraz - nie w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości. Jeśli nie potrafisz cieszyć się życiem nieumalowana, w starej kiecce i ze starym mężem - nigdy nie zaczniesz się cieszyć.

Żyję własnym życiem, słucham własnego sumienia. Nie słucham co inni mają do powiedzenia na mój temat jeśli jestem uczciwa wobec samej siebie i norm społecznych. Nie daję sobie wciskać do głowy propagandy i nie przyjmuję tego co nie jest dobre w swoim założeniu. To nie prawda, że cel uświęca.

Jestem wolna od władzy bo nie potrzebuję jej dla siebie a zamknięta nawet w celi - nadal będę wolna. Wolność ma się w sobie. Ona jest w głowie każdego człowieka - tylko trzeba z niej korzystać.

Oglądałam niedawno film o tym jak powstawał ruch Greenpeace. Zaczęło się od blokady próby atomowej, potem ratowali od rzezi foki i wieloryby. Kto nie widział jak wygląda polowanie na te zwierzęta ten nie wie nic o czarnej stronie ludzkiej duszy. Wiem, że nigdy nie zapomnę, i że zawsze w chwilach zwątpienia będę przywoływać przed oczy tę scenę gdy dwóch mężczyzn stojąc na lodowej krze, blokowało ogromny lodołamacz, który pilotował statki pełne morderców  żądnych foczej krwi. Stali kilka metrów przed dziobem statku, wystarczył jeden ruch ręki wściekłego mechanika by staranował ich. Na szczęście ktoś sfilmował tę scenę by dać świadectwo bohaterstwa i wolności, w imię której ludzie ci gotowi byli zginąć. Z wolnością trudno wygrać. Lodołamacz się cofnął i tego roku zginęło kilkadziesiąt tysięcy fok mniej!
Miłość, wolność - o nie warto walczyć. Nie wolno ich oddawać za fanty, gadżety, wygody, bzdury. Bez nich przestaniemy być ludźmi.

Wklejam kilka zdjęć w ten sposób żegnając się z zimą, która w Bieszczadach trwa jeszcze w najlepsze.

Pozdrawiam!







niedziela, 15 stycznia 2017

Nie warto


W ciągu miesiąca odeszło pięć bliskich mi osób. Odeszli - czwórka z nich zdecydowanie przedwcześnie. Została pustka, niezgoda na ten fakt i konto na facebooku, którego nie ma komu usunąć. Jeszcze kilka dni wstecz dzwonisz, opowiadasz o tym, że zmieniasz pracę lub kupujesz psa a dziś - Cię nie ma. I mimo, że byłam obecna na pogrzebach to nadal nie wierzę.

Nie zabrali ze sobą do grobu tych spraw, które ich zaprzątały - z tym będziemy się zmagać my, ci którzy zostali. Nie zabrali ze sobą ani jednej rzeczy, którą kochali, lubili czy nienawidzili. Wszystko się skończyło, choć za życia było ważne, nic teraz nie ma znaczenia choć za życia było jego sensem.

'Nie warto" - jakże często wracają do mnie te słowa. Nie warto żyć ze wstydem, kłamać, krzywdzić, nie warto "uszczczęśliwiać" nikogo wbrew jego woli, nie warto pędzić życia na walce, nie warto źle życzyć, nienawidzić, mówić złych słów, nie warto gardzić, nie warto bać się ani uciekać przed miłością. Bo tylko ona, dobre myśli, czynienie dobra ma sens. Tylko to. Naprawianie krzywd, nie oddawanie ciosów, rezygnacja z zemsty - odwet na nic nam się nie przyda, nie sprawi, że będziemy szczęśliwi, nie przedłuży naszego życia. Sens ma budowanie: więzi, przyjaźni, miejsc i wypełnianie ich dobrą energią, pozytywnymi myślami, wiarą, czułością, przyzwoleniem na to by każdy był inny, by każdy był sobą i żeby mógł siebie kochać. Bo siebie kochać trzeba.

Nie znaczy to byśmy przyzwalali na odbieranie nam wolności, byśmy biernie przypatrywali się złu, agresji czy zwykłemu chamstwu. Nie zgadzajmy się na poniżanie, pogardę - znaczy to tylko by nie dać się wciągnąć w złą grę, by zawsze stać po słonecznej stronie mimo, że wszystko inne tonie w mroku.

Kiedy widzę ludzi, którzy gardzą innymi, którzy niszczą coś lub kogoś dla samej przyjemności tego aktu - żałuję ich zmarnowanego życia. Kiedy widzę jak teraz cyniczna grupa karierowiczów dzieli nasz kraj na lepszych i gorszych nie rozumiem po co im to? Każdy z nas przecież odejdzie, nikt nie będzie trwał wiecznie, nie można mieć na zawsze władzy, pieniędzy, zdrowia, życia. Każda władza odchodzi, każda się kończy i po nich przychodzą następni, zazwyczaj zupełnie inni. Czy warto? Być kłamcą, arogantem, łajdakiem? Nie ufam politykom - żadnym, z żadnej partii. Uwżam, że my Obywatele powinniśmy im patrzeć na ręce. Skoro porządek świata wygląda tak jak teraz to należy zacząć pracować nad jego uzdrowieniem. Globalnie. My jako gatunek, ludzie powinniśmy zacząć pracować na rzecz WSZYSTKICH istot. Dbać o każdą istotę na Ziemi, pracować WSPÓLNIE by świat był przyjaznym miejscem dla każdego. Bo każdy ma prawo tu być! I czarny i  biały, i mrówka i rekin. Nie ma lepszej lub gorszej historii, prawdziwszej prawdy. Jest wspólna historia i prawda. Jeśli w porę ludzie tego nie zrozumieją - zginiemy.

Każdego roku przeskakuje mi licznik, jestem coraz starsza i mimo, że jeszcze tego nie czuję - coraz bliższa końca. Jesteśmy tak krótko na świecie, że marnowanie życia na walkę z innymi to strata tych chwil, które mamy na szczęście. Niestety opowieści o niebie i piekle nawet gdy byłam małą dziewczynką wydawały mi się mocno przekombinowane, jednak nie widzę ani jednego powodu by zrobić coś złego innemu człowiekowi lub zwierzęciu. Nie rozumiem tych którzy krzywdzą.

Chętnie pomagam jeśli tylko umiem i mogę i mam tylko jeden warunek - szacunek.

Prostactwa, chamstwa i złej woli unikam. Atakowana nie walczę. Wiem, że karma wraca i ten, kto we mnie rzuca błotem - obrzuca siebie samego.

Ostatnie badania naukowców dowodzą, że nasze myśli mają moc sprawczą. Dostajemy to co dajemy: jeśli wysylamy zły przekaz - oberwie się nam. Jeśli dobry - jesteśmy na drodze do szczęścia.
"Naukowcy bezsprzecznie udowodnili, że błony komórkowe naszego ciała odbierają bezpośrednie sygnały ze środowiska, następnie informacje te koordynowane są przez mózg. W mózgu odebrane sygnały zostają przefiltrowane przez proces naszego postrzegania, na który składają się nasze doświadczenia i przekonania, które są konsekwencją naszych nowych wyborów. Jakie znaczenie ta wiedza ma dla naszego losu?
Otóż kształtujemy swoje życie przez sposób, w jaki odczytujemy otoczenie i to tylko nasza decyzja, jakie założymy filtry. W zależności od tego, jakie założymy filtry, przejdziemy przez życie godnie, zdrowo i radośnie lub pogrążymy się w otchłani wiecznego strachu, złości i niezaspokojenia, licząc, że kolejny samochód, kolejny partner, kolejna praca będzie lepsza- nie będzie, jeśli nie zmienimy – naszych przekonań."
Więcej informacji na ten temat znajdziecie tutaj: http://zwierciadlo.pl/psychologia/zrozumiec-siebie/rewolucyjne-odkrycie-naukowcow-wplyw-myslenia-na-komorki-i-geny


To wszystko wiem od dawna, ponieważ żyję wystarczająco długo by sprawdzić prawdziwość tych tez na własnym życiu. Nie zrobię sobie takiej krzywdy by komuś innemu życzyć źle. To jest zamknięte koło: czujemy gniew, nienawiść - wysyłamy złe myśli do tego kto nas rozgniewał - one wracają do nas sprawiając, że wiedzie nam się coraz gorzej zatem powodów do gniewu mamy jeszcze więcej ... to się nie może skończyć dobrze.

 
Jak się pozbyć złych myśli?
W książce "Biel" Marcina Kydryńskiego znalazłam wiersz:

"Nie żałuj tego co mija i porzuć twe troski o przyszłość,

nie myśl o sobie i przestań próbować to robić.

Nadszedł czas by odbić od brzegu, ocean jedności już woła.

Nie słuchaj, nie patrz, nie mów, nie myśl, nie bądź,
Po prostu przestań"









Zakładam, że jeszcze ktoś tu zagląda :) Pozdrawiam zatem najserdeczniej!
Wszystkie zdjęcia zimy wokół chaty Magoda zrobiłam ja, przepiękne zdjęcie jesiennego tarasu jest autorstwa Zbyszka Sierko.

wtorek, 12 lipca 2016

Bieszczady i wino

Pierwszy raz w Bieszczady przyjechałam z Maćkiem. Mieliśmy ze sobą najmniejszy z możliwych namiot i kiedy patrzę na zdjęcia, nie umiem sobie wyobrazić jak my się w nim mieściliśmy. Tuż przed wyjazdem dostałam od pewnego starszego Niemca butelkę wina z jego piwniczki - od razu powiem, że jesteśmy z Maćkiem dziwni i za winem nie przepadamy. Nie smakuje i co zrobisz! Znajomi, smakosze wina próbowali nas do tego trunku przekonywać, poili najlepszymi markami, sama mając świadomość, że nienormalna jestem, przy okazji pobytu we Francji wydałam majątek na polecane mi butelki i...kicha! nie smakowało!

Kiedy postanowiliśmy spędzić w Bieszczadach kilka dni, bez głębszej refleksji wrzuciłam otrzymaną  butelkę do bagażnika, napakowałam co tam jeszcze było nam potrzebne i pojechaliśmy. Tu zrobię dygresję i opowiem historię Józka bo potem wracać do niego nie będę: Józek to średniej wielkości pająk, który udziergał solidną pajęczynę za samochodowym bocznym lusterkiem. Po kilkunastu godzinach jazdy gdy wieczorem wjeżdżaliśmy na pole namiotowe w Cisnej, Józkowa sieć była nieco porwana przez wiatr a sam Józek lekko poddenerwowany, tkwił ukryty za lusterkiem. Kiedy rano mówiłam mu dzień dobry, ochoczo uwijał się wokół naprawionej sieci. I tak było codziennie, wiatr niszczył, Józek naprawiał. Po tygodniu wrócił z nami do Szczecina i zza lusterka wypłoszyły go dopiero jesienne chłody. Podejrzewam, że przeniósł się do domu bo często odnosiłam wrażenie, że go widzę.

Bieszczady, w które mnie zupełnie nie ciągnęło bo wcześniej chodziłam po naprawdę wysokich górach - zachwyciły mnie tym co w nich jest a zdefiniować się nie da. Zapachy, widoki, odgłosy natury pozostały już na zawsze w pamięci i sercu. Z gór schodziliśmy na namiotowe pole, gdzie dzielnie czekał na nas najbadziej odjechany namiot świata, Maćkowi sięgający do kolan. Któregoś wieczoru, w Ustrzykach Górnych przypomniałam sobie o butelce wina. Spróbowaliśmy, popatrzyliśmy na siebie...potem drugi ostrożny łyk...to było niesamowite! Mityczna ambrozja musiała właśnie tak smakować! Zaczęliśmy oglądać butelkę i odkryliśmy datę: 1957 rok. Wino było gęste, niezbyt słodkie, nie cierpkie, sama nie wiem jakie - było pyszne! Cudowne! Delektowaliśmy się każdym łykiem, było mocne ale delikatne. Zaszumiało nam na wesoło, czułam się lekko i beztrosko. Byłam piękna i inteligentna a świat był taki zabawny! Butelka tej ambrozji wystarczyła na kilka cudownych godzin śmiechu i poczucia lekkości bytu. Niezapomniane chwile!

I takie są moje pierwsze wspomnienia związane z Bieszczadami. Nie wiedziałam wtedy, że równo za dwa lata będę mieszkanką Lutowisk.

Niestety nigdy wiecej nie trafiłam na wino, które choćby odrobinę przypominało tamto.

Przez ostatnie dwa lata zrobiłam tysiące zdjęć - potrzebne były do książki. Do każdego rozdziału, działu, strony musiałam wykonywać kilka ujęć lub sesji bo nie wiedziałam, które zdjęcie ostatecznie będzie pasować - o tym decydowała składająca książkę pani Karia. Ta konieczność fotografowania mimo zmęczenia, braku czasu i często - ochoty, sprawiła, że teraz aparat omijam szerokim łukiem i nie zabieram go jak kiedyś ze sobą na spacery. Mam nadzieję, że niechęć ta minie mi niebawem bo fotografować przecież lubię.
 
Pokażę to co mimo wszystko udało się pstryknąć wiosną. Wrzucam po kolei bez tematycznego klucza:












 
Powyżej Tosia, podopieczna Huberta, jednego z bohaterów mojej książki. Poniżej: waleczna Mirabelka pokazuje, że jest gotowa zginąć w imię wartości... bez względu czy wrogiem jest ptak czy nie ptak.












 
I tak oto dobrnęłam do lata !
Jeśli jeszcze ktoś tu zagląda - pozdrawiam serdecznie!

Filmowo:

Chata bojkowska

Chata bojkowska

Chata Magoda

Chata Magoda

Widoki z tarasu:

Widoki z tarasu:

Okolice domu

Okolice domu