Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Remont starej chaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Remont starej chaty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 listopada 2010

Hurtowo

Tak zwana życiowa mądrość jest mi kompletnie obca. Idę przez życie tak jak większość - po omacku, intuicyjnie, na węch.Kiedy uruchamiałam rozumowanie, pakowałam się w duże kłopoty, intuicja zaś nigdy mnie nie zawiodła.
Często słyszę od różnych osób, że jestem mądra, nic bardziej błędnego. To złudzenie, pozór. Ja tylko tak wyglądam. Kiedy potrzebuję wiedzieć co uczynić, wyłączam myślenie, zamykam oczy i pozwalam by rozwiązanie problemu przyszło samo. Zazwyczaj przychodzi.Potrzebna jest do tego cisza i spokój w środku. Decyzje pod presją, w pośpiechu prowadziły mnie w samo jądro chaosu. Za niektóre z nich płacę do dziś. Jak ten wewnętrzny spokój osiągnąć? Mam na to jedną niezawodną receptę: nie należy siebie i swego życia traktować ze śmiertelną powagą. W morzu ludzkich istnień nasze nie jest tym najważniejszym, nie tylko za kilka lat ale nawet za kilka chwil to co dzieje się w naszym życiu przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie. Ludzkie opinie, kłopoty czy ból spowodowany czymś nieodwracalnym minie bo mija wszystko. Okrutne? Prawdziwe!
Na skopany tyłek stosuję balsam niemyślenia. Długo się tego uczyłam, że nie jestem centrum wszechświata, że inni czują to samo, że nikogo nie obchodzą moje "rozpacze", a większość z nich to po prostu nieistotne pierdoły. Dystans do siebie pozwala przejść przez życie i tego się będę trzymać.
W swym poprzednim życiu zawodowo miałam intensywne kontakty z celebrytami - choć wtedy jeszcze nie byli tak nazywani. Pamiętam jak znajoma telewizyjna dziennikarka stoczyła się na dno rozpaczy bo w prowadzonym programie "wyglądała okropnie". Szczerze mówiąc widziałam ten program i najbardziej przeszkadzała mi nie jej fryzura ale brak kompetencji, miałam jednak przed sobą kobietę w stanie psychicznym na krok przed samobójstwem bo źle ustawione światło wydłużyło jej nos. A depresje spowodowane nieprzychylną recenzją? brrr...
Ludzie łatwo stają się niewolnikami "opinii publicznej".
Wystarczy mieć pewność słuszności swej decyzji czy wybranej drogi, pewność, że nie krzywdzi się innych, pewność, że w gruncie rzeczy jest to niespecjalnie istotne dla losów świata a większość problemów staje się prostsza. Są sprawy na które wpływu nie mamy jak choroba, odejście bliskiej osoby na przykład - warto siły zachować na takie sytuacje.
Słuchanie siebie w ciszy i spokoju  zalecam na wszelkie okoliczności.
Dostaję dużo listów z pytaniami: jak? Jak podjąć decyzję, jak stworzyć taki klimat, jak żyć. A skąd ja mam to wiedzieć? Nie znam osoby, na oczy nie widziałam i mam mówić jak ona ma żyć? Jeszcze mi nie odbiło, nie jestem Panią Guru.
Nazbierało mi się kilkanaście takich listów do odpowiedzi. Pozwalam sobie odpowiedzieć tutaj, hurtem: nie wiem! No kurde nie wiem!!!
Mnie udało się znaleźć miejsce gdzie czuję się szczęśliwa. Ale mam granitową pewność, że nie o miejsce tu chodzi. Pisałam o tym nie raz: trzeba siebie polubić, zaakceptować, uwierzyć sobie i siebie słuchać. Nie innych. Nie da się przenieść najlepszych nawet wzorów żywcem we własne. Cieszy wyłącznie to co sami wymyślimy, wydrapiemy, wypracujemy. Prezentów, złotego deszczu z nieba się nie szanuje.
Uczę się na własnych błędach, cudze są dydaktycznie nieprzekonujące. To bardzo ważne by się uczyć ustawicznie,  gdy powielamy cudze wzory, to stają się  błędami tyle, że cudzymi. Potrzebne są własne - podkreślam.
Każdy człowiek jest niepowtarzalny.
Jeśli ktoś wytyka mi sposób w jaki myślę, żyję, działam - nie podważa tym podstaw mojego szczęścia. Wyraża tylko swoje stanowisko - nic, absolutnie nic więcej.
Pozwolę sobie jeszcze odpowiedzieć również hurtowo na inny rodzaj listów, ich treść brzmi zazwyczaj tak: chciałbym/chciałabym przenieść się w Bieszczady i żyć tak jak wy. Proszę napisać coś co by mnie przekonało, że byłaby to słuszna decyzja.
O matko z córką! Jak czytam takie słowa to głupieję. Dlaczego mam agitować i przekonywać? No nie rozumiem.
Odpisuję zatem i niniejszym: nie czuję się na siłach namawiać Pani/Pana do czegokolwiek. Jeśli będzie Pan/Pani zdecydowana chętnie pomogę w konkretnych sprawach. Z poważaniem.

Mam nadzieję , że ten post wyjaśnia moją niemożność i nieumiejętność. Gdybym musiała pisać powyższe w każdym z kolei liście cały "urlop" spędziłabym na klikaniu w klawiaturę.

Korzystam również z hurtowej możliwości podziękowania za dobre słowa, serdeczność, troskę, pomoc, linki i prezenty jakie dostałam. Często wzruszenie odbierało mi mowę, często czułam podziw i wdzięczność. By podziękować - trudniej znaleźć mi słowa bo nie chcę aby zabrzmiały banalnie. No bo co można powiedzieć Joannie z Seattle, która przysłała mi cudowny prezent do rybiego pokoju w bojkowskiej? I Izie? która do tego samego pokoju przysłała coś równie pięknego? A Hani, jak jej dziękować za własnoręcznie wykonanego Anioła? A Renacie? Tej kochanej wariatce, której nie widziałam nigdy a przegadałyśmy wiele godzin przez telefon - uparła się, że kupi dla mnie materiały w niemieckim sklepie i kilka tygodni trwało robienie zdjęć (opis reakcji obsługi na fotografującą belę po beli Renatę spowodował u mnie powstanie wielkiej ilości mimicznych zmarszczek, wyłam ze śmiechu długo), potem zapchała mi tymi zdjęciami skrzynkę mailową a kiedy wybrałam kilka wzorów z biało - czarnym wydrukiem odtwarzała układ beli sprzed tygodni. Niemiecka obsługa jest uprzejma do obłędu - tylko tym można tłumaczyć, ze nie wezwano do niej karetki.
Dziękuję Teresie, która swój urlop przeznaczyła na szycie kap i patchworków do bojkowskiej!
Dziękuję Magdzie za piękne dzieła jej rąk, Dziękuję  Agacie! Anicie za całokształt dziękuję!  Idze - uściski kochana!  Eli, Alinie, Tomkowi, Piotrkowi i Jackowi! Dziękuję tym, którzy podarowali mi tyle pięknych zdjęć i tym, którzy tak pięknie i serdecznie pisali o nas a swoich blogach! Rany nie dam rady wymienić wszystkich!
Dziękuję!  Tym, którzy oddaleni czasem o wiele kilometrów myślą z taką życzliwością o nas! Czuję się otulona Waszą dobrocią!

Kolejny hurt to zdjęcia. Wkleję ich dużo. Na początek jesienne widoki:
Lutowiska skąpane w kolorach:
Teraz zdjęcia poranne:
Na zdjęciu poniżej udało mi się oprócz hucułów sąsiada zarejestrować przebiegającego liska:




A teraz trochę zdjęć z bojkowskiej. Na początek fragmenty rybiego pokoju.














Łazienka w rybim:







Pokój nie jest jeszcze do końca gotowy. Maciek robi do niego łóżko. Chcę pokazać jednak patchwork, który uszyła Teresa - na razie tylko na materacu. Oczywiście jak robiłam zdjęcia musiała być przy tym Beza. Zatem sesja zdjęciowa zawiera dwa w jednym:



Teraz  również jeszcze nie do końca gotowy salonik przy schodach:



Kolejne wole oczko (nad salonikiem) skończone przez Maćka przed chwilą. Jak widać szyba jeszcze nie umyta:

Na razie tyle wieści z bojkowskiej bo padł mi aparat. Jeśli da się z nim jeszcze coś zrobić, pokój ptasi w następnym poście.
Na koniec Bury w barwach ochronnych:

Pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 18 października 2010

Przed metą

 "Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być nimi jutro?
Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie, jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia.

Wyjdź mu naprzeciw."
  Phil Bosmans

Od wielu miesięcy zachowuję się okropnie. Nie mam czasu dla znajomych, nie mam czasu dla przyjaciół, nie mam czasu na odpisywanie na listy, na pisanie bloga, robienie zdjęć, nie mam czasu dla siebie, na normalne życie, od dawna nie przeczytałam żadnej książki. Wszystkiemu winna bojkowska.
Musieliśmy ją wyremontować bo pozostawienie jej w takim stanie byłoby grzechem zaniechania. Podzieliłaby los wielu innych chat w Bieszczadach, zapadłaby się, zgniła i - tu pozwolę sobie na personifikację - umarła.  Jednak remont ten wymagał od nas nieustannej pracy, na okrągło, naszego potu i krwi w sensie dosłownym, wymagał także góry pieniędzy.
Nie będę wdawać się w drastyczne szczegóły - dziś wiem, że było to przedsięwzięcie na pograniczu naszych sił i możliwości i chociaż sam remont potrwa jeszcze  najwyżej dwa tygodnie to jego konsekwencje pociągną się  lata długie - do spłaty kredytu. Mam nadzieję, że regeneracja nadszarpniętych sił nastąpi szybciej.
Jesteśmy zmęczeni tak bardzo.
Bojkowska odwdzięcza nam się swą odzyskaną urodą, ciepłem i niepowtarzalnym klimatem. Nie wytrzymałam i kiedy tylko było to możliwe kategorycznie wyraziłam swą chęć pomieszkania w niej. Choć trochę. Potem odstąpimy ją ludziom pewnie równie jak my zmęczonym. Zmęczonym - życiem miejskim, zabieganym.
To wspaniałe uczucie kiedy wieczorami po skończonej pracy, mówimy gościom: dobranoc i drepczemy przy świetle latarki - do bojkowskiej. Ona była naszym pierwszym bieszczadzkim domem. Dziś nas przygarnia, koi ciepłem kominka, zapachem drewna, cieszy oczy pięknem detali i napełnia dumą. Udało się!
Ponieważ Maciek remontował ją z miłością i szacunkiem, z pewnością przetrwa kolejne dziesiątki lat.
 Wystrój chaty jest kompromisem. Nie mogłam jej aranżować "skansenowo" ponieważ żyjemy w innych niż Bojkowie czasach i niezbędnym stało się wyposażenie jej a przykład  w łazienki - w zamian za zewnętrzny wychodek, niewiele jest osób umiejących korzystać z kuchni na drewno, nie sposób jak myślę wypocząć na drewnianej wąskiej ławie i tak dalej. Kilka starych, autentycznych, wiejskich sprzętów postanowiłam zestawić z tym co podkreśliło by ich urodę, nie zagłuszając ich kolorem, formą czy materiałem. Wybór padł na wiklinę, rattan i jasne naturalne tkaniny, bawełniane, ręcznie dziergane koronki. Jest to stylizacja na rustykalność jednak nienachalna jak sądzę. Już niedługo pokażę całość jak tylko zakończy się szlifowanie mebli, ustawianie, sprzątanie, szycie.
Dziś sprzątałam, szorowałam ukończone już pokoje i łazienki. Myłam pokryte remontowym pyłem okna. Maciek układa podłogowe kafle w kominkowym saloniku przy schodach. Psy się nudzą.
W wielomiesięcznym maratonie pracy łatwo zapomnieć o powodach tej harówki. Zmęczony organizm woła o odpoczynek i wysiłkiem ponad siły  wydaje się zwykły uśmiech czy miły gest. Nam się jednak to udaje, pamiętamy po co to robimy, cieszymy się każdym drobiazgiem i często z trudem wleczemy oporne ciała by pójść i obejrzeć końcowy efekt jakiegoś etapu.
Wybaczamy sobie kiedy coś się nie uda. Nie warto zadręczać się drobiazgami.
Za kilka dni zjadą do nas z całej Polski przyjaciele by świętować z nami zakończenie pracy nad bojkowską. Potem otworzymy ją dla innych. Często słyszę pytanie jak sobie z tym radzę: wkładam całe serce w urządzenie domu a potem to oddaję. Czy mi nie żal gdy coś się pobrudzi, zniszczy stłucze?
Przywołam słowa Gogola:  "Bezgraniczne przywiązanie do czegokolwiek w życiu już jest nieszczęściem".
Staram się trzymać dystans. Pomaga.
Poza tym mamy już kolejne plany i jeszcze się w życiu naurządzam. Chcemy uratować jeszcze jedną chatę. Na razie jej szukamy. Przeniesiemy ją  (miejsce jest już wybrane) i zamieszkamy w niej tylko my. Tyle w temacie odpoczynku...
Zdjęć dziś pokażę dużo bo na początek dwa drobiazgi które przygotowałam do bojkowskiej, potem nieco jesieni z pieskami w tle, a na koniec garść zdjęć naszych gości, którzy  dokumentują nasz dom i okolice piękniej niż ja bym kiedykolwiek  była w stanie.
Poniżej stara obudowa zegara. Lata sześćdziesiąte. Piękna nie była, zrobiłam z niej apteczkę:

 Stare okna... mam na ich punkcie fioła. Zrobiłam zatem dekorację do sieni.
Obiecany jesienny spacer:



























A teraz zdjęcia gości. Niektóre zostały zrobione baaaardzo wcześnie rano. Piękny mamy szron?












Pragnę przeprosić wszystkich do mnie piszących, że odzywam się z opóźnieniem lub wręcz wcale na listy nie odpowiadam - wybaczcie! Już niedługo się poprawię.

Filmowo:


Chata bojkowska

Chata bojkowska

Chata Magoda

Chata Magoda

Widoki z tarasu:

Widoki z tarasu:



Okolice domu

Okolice domu