piątek, 3 listopada 2017

Razy dziesięć



Listopad... już ... chociaż jeszcze okolica płonie rudymi modrzewiami. Dzięki nim listopad jest piękny i kolorowy. Jak co roku wpadam nagle w kompletną pustkę, z dnia na dzień kończy się sezon, wyjeżdżają ostatni goście i nikt ode mnie niczego nie chce, nikt do mnie nie mówi, nie trzeba wstawać bo śniadanie... nic nie muszę! To jakby koniowi w kieracie zerwał się dyszel.

Żyjemy wraz z nurtem przyrody. Kiedy nadchodzi jesień, wszystko więdnie i soki przestają płynąć w drzewach, my też zwalniamy. Nawet mi się nie chce teraz gdzieś pojechać - najchętniej wyjazdy planuję na wczesną wiosnę, kiedy odżywam wraz z naturą co wokół mnie.
Uwielbiam wyjeżdżać sama. Zanurzam się wtedy w nieznanym, niepoganiana i niezmuszana do niczego chłonę kolory, zapachy, dźwięki, snuję się bez celu i przeżywam niezapomniane chwile długo jeszcze niosąc obrazy , momenty, mgnienia pod powiekami. To nie musi być daleka egzotyczna podróż. To może być wypad do pobliskiego Sanoka czy nieco dalej do Warszawy lub do zupełnie nieznanej wioski położonej daleko od drogi.
Magia nieznanych miejsc dociera do mnie mocno. Potrzebuję tego tak samo jak chodzenia po górach.
Kiedy za ostatnimi gośćmi opada na drodze pył, natychmiast dzwonię do moich szczecińskich przyjaciółek, przez pół roku nie mam czasu na rozmowy z nimi a są mi potrzebne jak powietrze. (Dlaczego tak jest pisałam już tutaj: http://chatamagoda.blogspot.com/2010/06/puste-miejsca-przy-stole.html ) Życie jednak zmienia się i wczoraj mimo, że zadzwoniłam do trzech to nie rozmawiałam z żadną - jedna była poza zasięgiem a dwie dały mi do słuchawki swoje wnuki. Super! Wnuki są super ale trudno się rozmawia z trzylatkiem, którego się nawet nigdy nie widziało. Rozumiem, że chciały mi pokazać co w ich życiu jest teraz najważniejsze. Nie skarżę się.
Życie na wsi ma swoje uroki ale i posiada ciemne strony. Mieszkając w miejscu, w którym najskuteczniejszym dostępnym środkiem na wszelkie dolegliwości jest maść na krowie wymiona (polecam! działa na wszystko: skaleczenia, głębokie rany, stłuczenia, zmiany reumatyczne, bóle pleców i wiele innych) to pomimo jej rewelacyjnej skuteczności czasem jest potrzeba udania się do prawdziwego lekarza od ludzi. Takie wizyty są na naszej liście do zrobienia jesienią, na pierwszym miejscu. Drugie miejsce na liście to spotkania z ludźmi. Już się cieszę na miesiącami odkładane wizyty, długie opowieści o tym co się zdarzyło w międzyczasie. Dzięki takim spotkaniom znamy dziesiątki smakowitych historii z Bieszczadami w tle. Jak choćby taka, która zdarzyła się w naszym sąsiedztwie: dotyczy bardzo miłych ludzi w czasie tej historii budujących dom. Była już prawie północ, zmęczeni kładli się spać po całym dniu pracy przy domu, kiedy usłyszeli hałas - jakby ktoś kopał w drzwi. Nieco przestraszony gospodarz uchylił drzwi i ktoś wtargnął do środka z impetem - był to sąsiad z domu oddalonego co najmniej o 250 m, trzymający na rękach sporego cielaka. Cielak najwidoczniej był noworodkiem bo jeszcze nie do końca był oczyszczony. Sąsiad zwierzaka położył na podłodze i sapiąc przeokropnie wychrypiał: pępkowe się należy!
Numer trzy na liście to remonty po sezonie, sprzątanie, uzupełnianie braków, zakupy. Banał i nuda ale konieczne.
Numer cztery to przeczytanie kilku stosów książek czekających od miesięcy, obejrzenie kilku filmów.
Pięć to długie spacery i zdrowa dieta. Trudno mówić o zdrowym jedzeniu kiedy je się na stojąco, w biegu i zazwyczaj dojada resztki z obiadu. To także wizyty na basenie, może bieganie?
Sześć ale oczywiście mogłoby być również na pierwszym miejscu - pieski. Spacery z nimi, przytulanki - no wiadomo wszystko to na co nie ma czasu wiosną, latem i wczesną jesienią. Trzeba też jak my sami - zająć się ich zdrowiem bo mamy w domu prawie same staruszki: Bury ma 14, Mirabelka około 13, Buba 10, Beza 8 lat. Tylko Kićka ma jeszcze przed sobą najlepsze lata. Mirabelce odezwały się stawy - chyba ją bolą, pojawiła się astma. Buba i Beza to nieustanne problemy ze skórą i żołądkiem. Bury to jeden wielki problem. Chudy mimo, że karmimy go na okrągło, słaby ale nasyczeć jeszcze potrafi!
Najbardziej z mojego wolnego cieszy się oczywiście Mirabelka. Nie odstępuje, nie odpuszcza choćby na centymetr. W nocy kiedy śpię wskakuje na łóżko i całym pieskiem wtula się w moje plecy. Robi się tak gorąco, że budzę się, przekładam pieska w nogi by ochłonąć, zasypiam i znów budzę się z Mirabelką na plecach. To się czasem powtarza wiele razy w ciągu nocy. Głównym zajęciem Mirabelki jest pilnowanie by mnie nie zgubić. Czasem, kiedy muszę gdzieś pojechać, nigdy na dłużej niż 3 godziny, muszę ją zamykać w domu bo inaczej pcha się do auta. Zawsze kiedy wracam siedzi na parkingu w miejscu z którego odjechałam i czeka. Nic jej nie może odciągnąć, dopiero dźwięk silnika mojego auta sprawia, że piesek kręci w kółko, tak ją odrzutowa siła ogonka wprawia w ruch. Jestem dla niej najpiękniejsza i najcenniejsza. Już kiedyś byłam obdarzona taką miłością - mój kot Niuniuś czcił mnie jak Boginię ( o Niuniusiu tutaj: http://chatamagoda.blogspot.com/2009/05/niunius-i-kozi-ser.html ) jednak powtórka z rozrywki ponownie uświadamia mi, że taka miłość, takie oddanie jest niezwykłym Darem i bardzo trzeba się starać by na niego zasłużyć. Mam wielkie branie u małych, czarnych zwierzątek można by powiedzieć.
Punkt siódmy to wszelkie niespodzianki, sprawy o których teraz nic nie wiemy a wyskakują nagle i znienacka wołając o naszą uwagę. Któż tego nie ma :) Często musimy odłożyć na bok wszelkie plany i listy i skupić się właśnie na tym. Jest jeszcze punkt ósmy, praca, działanie na rzecz naszej Bieszczadzkiej społeczności. Mamy maleńkie stowarzyszenie i coś się staramy dłubać dla dobra wszystkich, jak czas pozwala. Jeśli czyta to ktoś mieszkający w Bieszczadach lub zainteresowany ich dobrostanem - zapraszamy do współpracy!
Nad punktem dziewiątym zastanawiałam się czy tu o nim napisać... ale dobrze. Zaczęłam pisać kolejną książkę, bardzo inną niż pierwsza. Może się uda. Tfu tfu!
Po dziesiąte - planuję powrót do fotografowania. Tyle.

Za nami kolejny w naszym życiu sezon. Najlepszy z dotychczasowych bo najmilszy. Pozdrawiam wszystkich naszych gości, dziękuję za Wasze uśmiechy, życzliwość, opowieści, komplementy, wyrozumiałość. To był nasz dwunasty sezon. Życzymy Wam Zdrowia i dobrego życia a sobie, by kolejne były równie miłe jak ten!

Poniżej portrety nasze ze zwierzyną wykonane przez Magdalenę Berny https://www.facebook.com/MagdalenaBernyPhotography/,  kilka zdjęć z lata i jesieni.
 
 
 
  
 
 

 
Wszystkich serdecznie pozdrawiam!
 

Filmowo:

Chata bojkowska

Chata bojkowska

Chata Magoda

Chata Magoda

Widoki z tarasu:

Widoki z tarasu:

Okolice domu

Okolice domu