*
Tyle się dzieje, nie nadążam.
Po pierwsze Bury. Wizyta naszego nieocenionego weterynarza wykazała, że Bury został zaatakowany przez duże zwierzę. Poraniony jest bardzo, rany sie paprzą. Możliwe, że uszkodzony został błędnik bo zatacza się i przewraca (ja to wzięłam początkowo za objaw zatrucia), po operacji ma się odrobinę lepiej ale nic jeszcze nie jest pewne. Czas pokaże. Wygląda teraz jak sto nieszczęść - trzeba było go ogolić, mamy nadzieję, że się z tego wyliże. Ma apetyt a to rokuje dobrze.
Po drugie Śmigacze - bo tak nazywam nasz kozi przychówek są z dnia na dzień mocniejsze i bardziej broją. Mama interesuje je wyłącznie konsumpcyjnie, poza posiłkami eksplorują świat, zaprzyjaźniają się z nami i Bubą. Próbują podgryzać roślinki (widziałam!), ale największym przysmakiem są trociny. Strach pomyśleć co z nich wyrośnie - nie mają jeszcze nawet tygodnia! Moglibyśmy godzinami patrzeć jak brykają, podskakując niezgrabnie i znienacka, potykając się i przewracając po to tylko, by za chwilę znów niewidocznym impulsem wiedzione - ponownie podrzucać kuperki w górę. Są śliczne, przytulają się do nas, uwielbiają mizianki. I cały czas coś kombinują. Buba oszalała! Uwielbia je bałwochwalczo, pilnuje, obiega w obłąkanych rundkach i podziwia! Nie sposób jej uspokoić, telepie się cała z nadmiaru emocji i miłości. Wykończy się nam pies!
Kózki to chłopczyk i dziewczynka. Bechemot i Zuzia. Zuzia jest większa, sprawniejsza i bystrzejsza. Bechemot (to nie ja wymyśliłam mu imię) jest gapowaty i mniej ruchliwy. We wszystkim próbuje naśladować siostrę ale mu to nic a nic nie wychodzi. Mamy własny, kameralny kabaret!
Maciek skończył przenoszenie chaty dla sąsiadów. Bojkowska chata (a właściwie jej ocalały fragment) prezentuje się pięknie i z przyjemnością na nią patrzę kiedy przejeżdżam obok. Tak przejeżdżam! Nie mam nadal własnego auta jednak zaczął się już sezon, dom pełen gości i okazało się, że piesze do sklepu wycieczki nie mieszczą mi się czasowo w dniu pracy. Z panicznym lękiem jeżdżę zatem budowlanym pikapem Maćka. Nie sięgam nogami do pedałów, nie widzę drogi, drzwi otwierają mi się na każdym zakręcie ( nie mam tyle siły co Maciek aby zrobić nimi solidne DUP! no to się otwierają szeroko). Autko z racji kształtu, koloru i porażającej urody zwane przez wszystkich "trumną", włączam według Maćka instrukcji: najpierw wkładam taki cypidon tam gdzie z prawej strony świeci się na czerwono, potem przekręcam kluczyk ale nie do końca, ma zgasnąć jedno z dwóch takich co się świecą po lewej. Przekręcam kluczyk z powrotem i liczę do pięciu. A potem to już mogę znów przekręcić kluczyk i powinno zapalić. To dopiero początek emocji! Prowadzi się to trudniej niż wielbłąda - jeździłam na wielbłądzie, porównanie mam. Cofanie przyprawia mnie o stan przedzawałowy. Nogi mi się trzęsą, ręce latają, nie widzę nic! Z zewnątrz widać mi tylko czubek głowy. Jak Buba jedzie ze mną to widać dwa czubki - dwie blondynki. Maciek kilka razy dziennie powtarza mi, że jest ze mnie dumny.
Wracając do przeniesionej bojkowskiej: została uratowana przed niechybną zagładą. Kilka lat temu mieszkał w niej jeden taki, który jak mu było zimno to ją sukcesywnie rozbierał i palił nią w piecu. Nie był to jego najbardziej ekscentryczny wyczyn. Raz widziany był jak biegał nago po Lutowiskach, krzycząc ze zgrozą, że gonią go dinozaury.
W chacie Maciek znalazł monidło (pamiętacie opowiadanie Himilsbacha?). Monidło jest prześliczne, krawat, kołnierzyki i inne drobne elementy, kunsztownie zostały domalowane. Powiesimy je w naszej bojkowskiej. Nie udało się nam dowiedzieć kim byli ludzie ze zdjęcia.
Galeria Śmigaczy:
Dumny Maciek z przychówkiem:
Buba pilnująca:
Śmigacze poruszają się szybko, jak do tego dochodzi trzeci element - Buba - nie da rady zrobić ostrego zdjęcia!
Od syna dostałam cztery ceramiczne jeżyki. Prawda, że śliczne?
Wiosenny szczaw nie ma sobie równych. Zbieram go zatem i warzę szczawiową zupę, którą robi się najprościej na świecie:
Do bulionu wrzucam pokrojone w kostkę ziemniaki i marchew, jak się ugotują - a trwa to chwilkę - wrzucam posiekany szczaw, po chwili dodaję śmietanę i po robocie! Podaję z jajkiem na twardo. Pycha!
Magodo kochana,
OdpowiedzUsuńsmigacze przecudne!
a na zupke szczawiowa domowej roboty napedzilas mi tak ogromnej checi...tylko gdzie ja tutaj szczaw znajde kiedy dopiero paczki na drzewach i trawa zielenieje...
Serdecznie pozdrawiam
Magdalena
Trzymam kciuki za Burego, koty są niezwykle żywotne, na pewno dojdzie do siebie, oby tylko diagnoza z błędnikiem okazała się błędna ;)
OdpowiedzUsuńKoźlątka miałam okazje ostatnio obserwować na postoju w Holandii, obok parkingu była farma. Cały autobus wyległ i ryczał ze śmiechu :D podejrzewam u Ciebie podobne spektakle ;) tylko czy rzeczywiście duma bije z oczu Macieja, ja tam widzę przerażenie tym co będzie dalej ;)
Najlepszą na świecie zupę szczawiowa jadłam nie tak dawno u mojej mamy, w życiu nie dojdę takiego mistrzostwa :/
pozdrawiam coraz większą gromadkę
Lubię zaglądać do Waszej chaty - mam wrażenie, że powietrze tam u Was rzadsze i czas leniwiej płynie. Podziwiam upór i determinację w dążeniu do celu.
OdpowiedzUsuńKochana jak dobrze znowu zawitać w Twoje progi:))Mam sporo do nadrobienia, ale za chwilkę przysiądę i wszystko skrupulatnie wyczytam, jak na wiernego czytelnika przystało!Mam nadzieję,że Bury dojdzie do siebie i przygoda z dzikim , wielkim zwierzem skończy się szczęśliwie. Śmigaczy zazdroszczę..cudowne są:)))Uściski i wielkie buziaki posyłam, a teraz idę czytać wczesniejsze posty:), ale fotki to juz sobie wcześniej obejrzałam i widzę,że prymulki kwitną pięknie:)))
OdpowiedzUsuńBury na pewno wylize sie.Smigacze kochane mysle ze dolacze do Buby i razem bedziemy asystowac tym slicznotkom.Zupa szczawiowa juz slinka mi leci ,nie pamietam kiedy ja jadlam.Do jutra .Iga
OdpowiedzUsuńŚmigacze piękne i podziwiam Twoja odwagę w samochodzie, chyba wolałabym pieszą wędrówke jednak:).Przyjemnie się czyta Twoje posty, wszystkie przepełnione radością i miłością...SUPER!!! POZDRAWIAM CIEPLUTKO:)
OdpowiedzUsuńBury się wyliże ... koty są silne!
OdpowiedzUsuńŚmigacze cudowne ... żywe, rozbrykane, radosne, ciekawskie - jak dzieci.
Bubie się nie dziwię ... ja człek a też bym tak na kózki reagowała.
Miałam suczkę o imieniu Zuzia (nie dało się jej uratować).
Fajne jeżyki .... .
A zupy szczawiowej jeszcze nie robiłam, na pewno spróbuję (chyba sobie szczaw zasieję, mam tylko pokrzywy ... z pokrzyw też dobra ... a jaki dobry ,,szpinak,, pokrzywowy!).
Pozdrawiam. Danka
Uśmiałam się do łez, czytając jak poskramiasz pikapa. Tak trzymać! Blondynka też potrafi, mówi Ci to szatynka ;) Śmigacze są przeurocze i jednak dają się uchwycić na fotkach. PoZDROWIEnia dla Burego!!! Ten zwierz, co go pocharatał, niech się wstydzi swego czynu.
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za Burego.Dzielny kocur.
OdpowiedzUsuńBechemot to chłopak, więc...nie wymagaj za wiele.
Zuzia jest kobietą i musi być rezolutna!
Zupa szczawiowa u mnie już była - wiosenny szczaw sam miód.
Teraz czas na zupę z młodej pokrzywy i sałatkę z listkami popularnego mlecza.
Pozdrawiam smacznie!
Tyle ciepła w Pani opowieściach. Pozdrawiam.WS
OdpowiedzUsuńBuremu życzę szybkiego powrotu do zdrowia.
OdpowiedzUsuńW Śmigaczach jestem zakochana.Bubę uwielbiam a tak w ogóle kocham do Was wpadać:)
Udanego weekendu dla wszystkich domowników.Te futrzaste proszę wygłaskać ode mnie:)))
Przychówek przecudny, nie dziw, że Buba oszalała ze szczęścia i emocji! :))) Trzymam kciuki za Burego, koty spadają zawsze na cztery łapy, więc pewna jestem, że się wyliże, oby szybko i jak najmniej boleśnie! No i podziwiam za jazdę TAKIM autem, ja bym chyba z przestrachu na zawał zeszła! ;))) Pozdrawiam mocno i słonecznie :)
OdpowiedzUsuńwonderfull pictures in harmonie.
OdpowiedzUsuńyour life is very intrestet.
i love your pictures.
have a nice sunday.
LG
Moni
Nie mogę za często wchodzić na Twojego bloga bo mnie aż srece ściska za tymi Beieszczadami. Które i ja ukochałam mocno.
OdpowiedzUsuńMocno, bardzo mocno trzymam za Burego kciuki! Kózki są cudne, ale opis Ciebie za kierownicą trumny musiałam skutkuje koniecznością czyszczenia monitora, :):):) W sumie dobrze, i tak miałam to zrobić, bo jakiś taki mój la'ptok zakurzony już był...
OdpowiedzUsuńPozdrowionka:)
Boże, jakie to wszystko wiosenne! Małe kózki, szczaw... Super! Zazdroszczę Wam tego życia w zgodzie z naturą, niestety w dużym mieście traci się to specyficzne połączenie z porami roku. Dlatego tych chętniej zaglądam do Was :)
OdpowiedzUsuńZa walkę Burego z losem trzymam oczywiście kciuki.
PS. Kochana Jagodo, twój talent pisarski i umiejętność uchwycenia unikalnych szczegółów są nieocenione. Gorące uściski dla Ciebie, Maćka, Buby i kózek!
Jakie te Śmigacze są pocieszne! :))) a ta Buba z nimi, taka zabawna! :)
OdpowiedzUsuńMam nadziję ze Bury się wylize - zyczę mu tego z całego serca!
Ściskam! :)
Trzymam kciuki za powrót Burego do zdrowia i sił :) Śmigacze są urocze :)
OdpowiedzUsuńA moja wyobraźnia w połączeniu z Twoim malowniczym opisem siebie za kółkiem tego auta powoduje, że prawie popłakałam się ze śmiechu :)
Jak zwykle pięknymi fotografiami nas raczysz :)
Serdecznie pozdrawiam :)
piękne kózki i jeżyki, a szczawiowa-poezja:)
OdpowiedzUsuńPrzychówek w istocie wspaniały. A szczawiówka to nasza ulubiona potrawa, wokół jeszcze mnóstwo nie skażonych terenów - także chętnie mrożę młode listki na potem:)pozdrawiam majowo:)
OdpowiedzUsuńPrzychówek przecudnej urody :))) Śliczne, gustowne, ciemne podkolanówki mają kózki :)
OdpowiedzUsuńNo a Buba! dostojna i taka pewna siebie, na pewno świetnie sprawdza się w roli niani.
Trzymam kciuki za biednego Burego. Będzie dobrze!
Pozdrowienia!
PS.Jazda "trumną" musi być nieziemskim przedstawieniem, żałuję, że nie widziałam na własne oczy ;)
Śmigacze wspaniałe, rozkoszne. Behemot chłopak - wiadomo. Bury biedny i to w takim momencie. Koty bywają narażone na ugryzienia łasic czy kun i wtedy bywa nie fajnie. Trzymam kciuki i też wierzę w jego chęć bycia i życia z Wami! A do tego auta to jakaś szczególna instrukcja obsługi, przynajmniej nikt niepowołany się nim nie zainteresuje. Wiem, że dużo pracy macie ale jak Wam dooobrze! marzycielka
OdpowiedzUsuńPS.Zapomniałam o jeżykach artystycznie urocze! marzycielka
OdpowiedzUsuńBury..uszy do góry!!wszystko będzie dobrze!!!..kiedyś też słyszałam o pewnej rodzinie pod naszym miastem co z braku opału zaczęła rozbierać swój dom i nim palić...zaczęli od góry.Którejś nocy PAN DOMU wstał za potrzebą,skończył(a wc było na pięterku)trzasnął drzwiami.....nagle jak nie huknie!!!!! otwiera drzwi a kibelek-całe pomieszczenie-piętro niżej....chatę nadal rozbierali...a potem......dostali nową od wójta..po kapitalnym remoncie!!!MORAŁ?...PALTA CZYM CHCETA BO TYLKO WTEDY ZA DARMO NOWA DOSTANIETA!!!HIHI
OdpowiedzUsuńŚmigacze słodkie - mam takie towarzystwo w sąsiedztwie i wiem, ile radości potrafi sprawić. Mam nadzieję, że Bury już wkrótce wyzdrowieje i trochę zapanuje nad tym towarzystwem;)
OdpowiedzUsuńJak zwykle czytanie Pani bloga to sama radość. Ach, i przypomniałam sobie że to rzeczywiście pora na łąkowy szczaw - dziękuję.
serdecznie pozdrawiam
Dzięki za wieści o Burym, zaburzenia błędnika są bardzo przykre, dobrze jednak, że Bury wrócił do swojego domu, gdzie o kotka zadbali i pewnie wszystko będzie dobrze, ale żal mi serce ściska.
OdpowiedzUsuńWiem jak kot cierpi w chorobie, wiem jak Jego Pani się zamartwia, ale radość będzie wielka jak to wszystko minie.
Boki zrywam,jak czytam o kozach!
OdpowiedzUsuńNizej podpisana, z polecenia szeciorga kotow pisze te slowa: trzymamy lapy i ogony za Burego! Ja sie dołączam z kciukami.
OdpowiedzUsuńBardzo sie ciesze, ze Bury je. Mam nadzieje, ze z wyproznianiem nie ma klopotow?
:) Twoje wpisy to niezła gimnastyka dla mojej twarzy, a przyda się każda zmiana, bo czas biegnie i nie chcę, by zbytnio się pomarszczyła za kilkadziesiąt lat:) Uśmiecham się, zamyślam, otwieram szeroko oczy ze zdziwienia, znów się uśmiecham. Podziw - to też jeden z wyrazów mojej twarzy, który pojawił się przy dzisiejszy notce. A stało się to w chwili, gdy moje oczy natrafiły na opis jazdy prototypem wielbłąda (jak widać jeszcze wiele trzeba w nim zmienić, by jazda była równie wygodna i bezpieczna:) Wspomnienia moich zmagań z 4o-letnim "Żukiem" wywołały ponownie uśmiech i niech tak już zostanie. Na mojej i Twojej twarzy. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńPiotr
http://takchcezyc.pl
Prawdziwe wiosenne ożywienie! Trzymam kciuki za Burego.
OdpowiedzUsuńPrzychówek genialny !
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za Burego, żeby chłopina wydobrzał i nie robił więcej za przynętę dla Wielkiego Zwierza.
Buba jak zwykle piękna i postrzelona :)
Trzymam Kciuki za Burego, wyzdrowieje na pewno. Dobrze,że ma apetyt, to i sił do walki o zdrowie mu nie braknie. Oby tylko ten błędnik był w porządku, bo źle mu będzie chodzić po ciągle pijaku.
OdpowiedzUsuńKozy wspaniałe, ja myślałam, że goldeny to raczej nie są psy pasterskie. Widać myliłam się :).
A jazdy trumną zazdroszczę :). Ja boje się nawet małym autkiem - córka jeździ grande punto i namawia mnie, bo prawo jazdy mam 25 lat :).
Ja bym niejezdziła takim samochodem, w którym NIE widziałabym drogi, milsze mi życie niż ziemniaki dla gości na obiad :) wybrałabym w takiej sytuacji rower z przyczepka. Mozna takie towarowe przyczepki kupic, a jak mąż umie rózne rzeczy zrobić, to przecież samemu można coś wymyśleć. W ostateczności ciągnełabym torbę na kółkach, niż nosiła zakupy w ręku. Zastanów się, czy to odwaga jeździć w ten sposób samochodem, czy wręcz brak zdrowego rozsądku?
OdpowiedzUsuńA kotek wyjdzie z tego. Mój kocur po nocnych marcowych wypadach, wrócił kiedyś mocno poobijany, musiał dostac tęgie wciry od jakichś innych adoratorów. Wyzdrowiał, chociaz to trochę trwało i nadal chodził na nocne eskapady :)
piekne te wasze koziulki ,macie teraz male dziciaczki w domku pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za burek, koziołki prześliczne i chętnie też bym pomiziała. Ceramiczne jeżyki są świetne i bardzo wpasowują się w klimat waszej chaty.
OdpowiedzUsuńMiało oczywiście być za Burego!
OdpowiedzUsuńSezon w pełni to może ktoś się skusi na ugotowanie szczawiowej po królewsku.Umyty i pokrojony szczaw podsmażamy na maśle z odrobiną cukru.W garnku w którym ma być zupa robimy beszamel,dodajemy podsmażony szczaw i rozcieńczamy bulionem do takiej gęstości jaką lubimy.Podajemy z jajkiem i kilkoma listkami żywego szczawiu.Takim sposobem robimy krem ze szpinaku,pokrzywy,lebiody.Smacznego!Dużo zdrowia dla wszystkich mieszkańców Magody.
OdpowiedzUsuńNajpierw proszę o przekazanie głasków i buziaków dla Burego i proszę przekazać mu że u nas w Beskidach wszyscy trzymają za jego zdrowie kciuki w ilości sztuk 6 i łapki w ilości sztuk 30.
OdpowiedzUsuńPoryczałam się ze śmiechu z dwóch blondynek w aucie :))))) Blondi nie blondi ale sobie radzicie więc jest dobrze!!! ;))
A kózki są kapitalne i zazdroszczę kabaretu jaki z nimi macie :)) Patrząc na nie aż ma się ochotę pogłaskać po czupurnych łepkach :))
Pozdrawiam gorąco Gaba B.
Ps. Proszę o bieżące informacje na temat Burego.
Kochana Jagodko, jak dobrze do Ciebie znow powrocic......Nadrobie zaleglosci......juz sobie to obiecalam . U mnie duuuzo zawirowan, duzo "porzadkow", ale juz zaczyna wychodzic wielkie slonce......wiec napewno bede zagladac czesciej.
OdpowiedzUsuńBuremu trzeba bedzie posylac kocich aniolow, niech go tulaja i sil dodaja !!! Otacza go wiele milosci, wiec na pewno stanie na nogi. Tymczasem trzymam kciuki.
Kozki sa bezbledne, ha, ha , ha ja pamietam jak nie chcialas , jak sie wzbranialas !!!! ale chyba kazdy kto do Ciebie zaglada wiedzial, ze pokochasz je............noi prosze jak pieknie o nich piszesz.
A ja juz nie moge sie doczekac naszego przyjazdu......Jak potulamy ten Twoj zwierzyniec.......noi wkoncu sie spotkamy z WAMI !!! Ciekawa jestem, czy moje stopy siegna pedalow, tez zem blondyna jest .......hahaahaahaha!!! Buba taka cudna, juz tez sie nie moge doczekac , zeby potarmosic ten pieny pyszczek. Moim wielkim marzeniem jest miec takiego wlasnie labradora.......juz od wielu lat.
Tulam cieplutko Was i Zwierzyniec, i marze, marze, wkoncu moc bladzic beztrosko w tej cudnej naturze.
Ależ one cudne, napatrzeć się nie mogę :)
OdpowiedzUsuńA Maciej jaki dumny :))
Pozdrawiam Was serdecznie :)
Uff....dawno się tak nie uśmiałam ,do łez mnie doprowadziłaś ...opis transportu i instrukcja obsługi "trumny". Po prostu boska jesteś!
OdpowiedzUsuńMam nadzieję ,że Bury szybko wyliże się z ran i wróci szybko do zdrowia.
Ścigacze zachwycają swoją urodą !
Pozdrawiam cieplutko i moc uścisków ślę.
No to Kochana, wygrałaś u mnie instrukcje obsługi zapalania Maćkowego samochodu, czytałam kilka razy i nijak nie wiem, ale dobrze, ze Ty wiesz, bo o to chodzi, kozy cudne a Bury, życzymy mu zdrówka, jak je to się wyliże.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
www.okiemjadwigi.pl
wczoraj przeczytałam ten post dwa razy , a zdjęcia oglądałam od z góry na dół i z dołu do góry , dzisiaj powtórka .
OdpowiedzUsuńZupę szczawiową już zamówiłam bo szczaw w ogródku podobno jest / nie widziałam bo w ogródku byłam raz i to w sprawie kwitnących azalii/. Lubię kwaśne zupy , a szczawiową jem też zaciąganą z jajkiem , ale ziemniaki robimy duszone z cebulką podawane na osobnym talerzu / tzw. ziemniaki dobierane /.
Zdjęcia kózek z Bubą są świetne , szkoda ,że Bury nie może dołączyć do tej ekipy , ale trzymam za niego kciuki i pewnie się wykaraska . Też mieliśmy takiego kota , leżał w ogrodzie poszarpany przez / niestety/ naszego psa , nie mógł chodzić , ale po tygodniu dokarmiania i głaskania nagle odzyskał władzę w łapkach i poszedł sobie / mam nadzieje ,że wrócił do swojego domu /. Podziwiam Twoje zdolności "odpalania" pikapa bo ja nic nie kumam i pewnie chodziłabym pieszo po zakupy, pozostaje jeszcze opcja "na rowerze" i ta jest mi bliższa.
Pozdrawiam serdecznie , fajnie tam u Was , aż miło popatrzeć-Yrsa
Skoro szczawiu tyle, warto go na zimę schowac w słoiki:)
OdpowiedzUsuńTrzeba tylko, pokrojony poddusić chwilkę na masełku i do słoiczka, pobulgotać go w słoikach 20 minut i gotowe. Potem w środku zimy zajadać się wiosną:)
Uwielbiam tu zaglądać i czytać i czytać i czytać i oglądać.
Pozdrawiam Gosia.
SĄ PRZEUROCZE!!
OdpowiedzUsuńI widać że mają gust pchają c się do twojego domu - jestem pod wrażeniem :)
Pozdrawiam :)
Niech Bury trzyma się ciepło, z pewnością zdrowieje i trzymam kciuki za bardzo szybki powrót do formy.
OdpowiedzUsuńTe kózki są tak cudne, że nabieram ochoty na jakiś kozi przychówek. Uroda plus szczenięca radość życia to widok do pozazdroszczenia.
Cieszę się, że drogi u Ciebie pustawe i rajdowe wyczyny szalonej blondynki są po prostu urocze a nie groźne.
Jeże są niezwykłej urody i nieśmiało pytam czy są gdzieś osiągalne, bardzo ale to bardzo niezwykłe.
Smakowite te szczawiówki i inne liściówki - świetny początek warzywnego sezonu.
Zuza
mogłabym czytać stale Twoje posty.. jest w nich po prostu to co najważniejsze w życiu... ŻYCIE...nie wydumane, proste, żywe, pełne. Dziękuję Ci za to:) pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńDołączam do grupy wsparcia dla Burego! Bardzo się przejęłam, więc nawet młode kózki nie są w stanie mnie pocieszyć, choć same z siebie pocieszne bardzo...
OdpowiedzUsuńA jak Cię z Bubą w Maćka samochodzie oczyma wyobraźni zobaczyłam, to się nawet zaśmiałam szczerze!
Czesto tu zaglądam, by rozgrzać swoje wnętrze, ale nigdy chyba jeszcze się nie odzywałam... Dziś postanowiłam to zmienić :) Przeglądam rpzepisy na szczawiową i akurat trafiłam do Ciebie. Ja jeszcze podduszam szczaw na maśle, ale to już moja inwencja twórcza.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło!