piątek, 28 sierpnia 2015

Jeszcze żyjemy :)




Jak w żydowskiej opowieści o biednym krawcu żyjącym w strasznie ciasnej izbie z liczną rodziną, któremu Rabe poradził by poprawił sobie życie wprowadziwszy dodatkowo teściową i kozę, tak mnie tego lata w zapełniony każdego dnia harmonogram jakiś odgórny Rabe dołożył dziesiątki spraw nie cierpiących zwłoki. Wszystko po to by było mi lepiej. Każda z tych spraw oczywiście kaliber: Superważne i Najsuperważniejsze. I oczywiście na termin. Mały, prywatny armagedonik, który właśnie trwa w najlepsze, nie chce się skończyć, ma się dobrze w przeciwieństwie do mnie. Jednak nie ma tego złego... z całego zamieszania na pewno wyjdę mądrzejsza, silniejsza i w dodatku kłopoty doskonale sprawdzają się w naszym z Maćkiem związku - służą nam, stajemy się sobie bliżsi.

Sezon nieprzerwanie trwa od kwietnia, zaczynam wątpić czy kiedyś dane mi będzie tak normalnie cieszyć się latem. To lato jest także wyjątkowe ze względu na wspaniałych ludzi, którzy nas odwiedzają - to niesamowicie inspirujące spotykać tyle fascynujących osobowości, tak - po prostu - dobrych ludzi, wnoszących pod nasz dach dobrą energię, humor, najlepsze myśli. Pozdrawiam Was wszystkich!

Obowiązki wzywają, powiem szybko co z Mirabelką bo często jestem o nią pytana. Otóż. Mirabelka jest SZCZĘŚLIWA! Czemu daje wyraz tysiące razy dziennie, drepcząc za mną wytrwale całymi dniami na króciutkich nóżkach. Okazało się, że maluszek jest bardzo chory, w najgorszym stanie jest jej serce. Do końca życia będzie musiała łykać lekarstwa by normalnie funkcjonować. Jednak wspomagana medycyną jest Królową Podwórka, obszczekującą wszystko i wszystkich. Przy okazji szczekania wyszła na jaw kolejna Mirabelkowa przypadłość: niezbyt dobrze działają jej zwieracze zatem kiedy piesek szczeka to jednocześnie puszcza bąki. Latem to oczywiście żaden problem bo szczeka na dworze. Z racji nawału ważniejszych zmartwień nie wnikam obecnie jak będzie się żyło jesienią z popierdującą przy wydawaniu dźwięków Mirabelką.

Nikt nie potrafi tak się cieszyć jak ona. Rano, szał radości, że cudowny świat spokoju, głasków i pełnej miski nie zniknął. Maleńtas przytył cały kilogram i stał się czarnym wałeczkiem na krzywych łapkach. Wywija niezgrabnie tłustym odwłoczkiem i cały piesek od noska po koniec ogonka promienieje jak nigdy pewnie dotąd. Przez pierwszy miesiąc spędzony z nami Mirabelka nie spała wcale. Siedziała obok jak przyspawana do mojej nogi a nocą, często budziłam się i widziałam wlepione we mnie oczka. Po miesiącu padła i spała dwa dni. Nadal jednak nie ryzykuje spuszczenia ze mnie wzroku, gotowa walczyć i bronić mnie przed każdym. Któregoś dnia desperacko rzuciła się w stado (4 sztuki) psów huskie. Na szczęście były łagodne a Mirabelkowy atak po prostu je zdziwił.

Jej żarliwa miłość, zachwyt wszystkim co robię, szaleńcze oddanie nieco mnie deprymuje. Żaden człowiek nie zasługuje na takie wulkany emocji. Jednak jest to w pakiecie wraz z pieskiem i zmienić się tego nie da.

Zdjęć trochę wstawię i uciekam.








 Zdjęcia pomieszane przedstawiają naszą codzienność, dużo piesków, trochę widoków ...zmierzchy i poranki, jedzonko oraz niżej podpisaną w bieszczadzkich plenerach, uchwyconą w kadrze artysty: Rafała Grądzkiego

Pozdrawiam wszystkich, którzy tu jeszcze zaglądają - obiecuję jesienią obszerniej się udzielić.
Pozdrawiam wszystkich do mnie piszących, dziękuję za serdeczność i wiele, wiele dowodów sympatii.

Uściski ślę!!!

Filmowo:

Chata bojkowska

Chata bojkowska

Chata Magoda

Chata Magoda

Widoki z tarasu:

Widoki z tarasu:

Okolice domu

Okolice domu