wtorek, 13 stycznia 2015

Mirabelkowo

Nowy rok. Kolejny, który witaliśmy w Bieszczadach. Na szczęście zima dopisała i możemy cieszyć się jej pięknem. Maleńka Mirabelka, która dzięki pomocy dobrych ludzi dotarła do nas jeszcze przed świętami, opowiada nam historię swojego życia. Po trzech tygodniach nadal panicznie boi się wyciągniętej w jej kierunku ręki, potrafi zsiusiać się ze strachu kiedy ktoś próbuje ją pogłaskać. Jednocześnie po raz pierwszy znalazła człowieka dla siebie i chce go mieć na wyłączność. Go - czyli mnie. Gdziekolwiek idę, a kręcę się po domu właściwie bez ustanku - 20 cm za moją prawą piętą drepcze Mirabelka, na spacerach dystans skraca się do 15 centymetrów. Za prawą piętą. Kiedy przysiadam na chwilę - siada obok mojej nogi i przywiera mocno całym swym, maleńkim ciałkiem. Muszę cały czas smyrać ją po uszkach, brzuszku czy łebku bo inaczej patrzy i czeka... Pękam i smyram. Posiadanie człowieka na własność łączy się z ciągłą czujnością czy ktoś tego człowieka nie zabiera. Dużo, dużo cierpliwości kosztowały Bubę i Bezę te pierwsze trzy tygodnie. Maluch jak furia wyskakiwał zza mojej prawej pięty za każdym razem, kiedy zbliżały się do mnie. A Mirabelka umie zajazgotać. Ogłuszała nas tym wrzaskiem, otumaniała psy, które nigdy nie widziały takiej desperacji. Bezę sterroryzowała do tego stopnia, że piesek bał się wchodzić do domu. Jak nasze psy to wytrzymały? Zawsze wiedziałam, że są wyjątkowe, dobre i cierpliwe i udowodniły to. Dziś jest już dobrze. Zauważyłam, że Mirabelka zmieniła nastawienie do nich i próbuje się zaprzyjaźniać, wącha, przytula się, staje się członkiem ich małego stada. Z radością na to patrzę.


Niestety w temacie kotów Mirabelka jest nieprzejednaną terrorystką. Od trzech tygodni koty mieszkają na piętrze, kryjąc się po kątach przed maleńkim szkrabikiem, który na ich widok zmienia się w krwiożerczą bestię. Nie wiem co jej zrobiły koty - może nic, ale ma silną fobię i sytuację postrzegamy jako "trudną". Koty musimy na dwór wynosić na rękach a jak nie zdążymy to wdeptujemy w kałuże pozostawione przez zestresowane futrzaki. Bardzo mi ich żal, bardzo mi też żal Mirabelki bo gołym okiem widać, że została skrzywdzona straszliwie. Jej łapki są okropnie zdeformowane, cały jej świat wyznaczała długość łańcucha przez co prawie nie chodziła. Od kiedy jest z nami dużo spacerujemy by choć trochę przywrócić jej sprawność w łapkach. Nie wiedziała nic o świecie, nie rozumiała podstawowych poleceń, nie umiała się zachować w żadnej sytuacji. Tylko się bała. Teraz przychodzi na wołanie - właściwie to przybiega kręcąc ogonkiem, potrafi siadać na polecenie, powoli uczymy jej, że może zachować ciszę i spokój. Jazgot był jej jedyną bronią przez tyle lat. W domu ściąga wszystkie misie Buby do swojego koszyczka. Kiedy Buba je zabiera, to maluch skrada się i wykrada Misie z powrotem. Gwoli ścisłości to Mirbelka jest kleptomanką - oprócz misiów ściąga do swego koszyka wszystko o znajdzie: Maćka skarpetki, jabłka, które podkrada z koszyka, ostatnio próbowała świsnąć mi komórkę. Czasem w koszyku nie ma miejsca na pieska bo zapchany jest złodziejskimi fantami. Nie nudzimy się!

Lata niewoli i walki o przetrwanie rekompensuje sobie piesek powrotem do szczenięcych zachowań, "podgryza" mi rękę, bawi się jak szczenię z matką. Maciek zaczął wątpić czy aby na pewno psina ma 10 lat. Jednak jej siwy pyszczek o tym świadczy

Każdego dnia kiedy na nią patrzę, cieszę się, że jest z nami choć - nie jest łatwo. Dlaczego zdecydowaliśmy się wziąć właśnie ją? Myślę, że po prostu tak miało być.

Pragnę jeszcze raz podziękować wszystkim osobom, które nam pomogły. Z całego serca dziękuję!
I wszystkim życzę dobrego życia i dobrych ludzi wokół siebie!






Filmowo:

Chata bojkowska

Chata bojkowska

Chata Magoda

Chata Magoda

Widoki z tarasu:

Widoki z tarasu:

Okolice domu

Okolice domu