piątek, 29 listopada 2013

Możesz. Drugie podejście :)



Amerykanin Eustace Conway przejechał konno kontynent w poprzek: od brzegów Atlantyku po Pacyfik. Ludzie w całym kraju, spotykając go powtarzali zazdrośnie: "Szkoda, że nie mogę robić tego co ty".
I każdemu z nich Eustace odpowiadał: "Możesz".

Nie wiem czemu ta prosta prawda nie jest widoczna dla wszystkich. Przecież naprawdę możemy wszystko o czym marzymy. Jaśkowi Meli brak nogi i ręki nie przeszkodził w zdobyciu obu biegunów Ziemi, każdego dnia ktoś tam we świecie wygrywa z jakąś własną ułomnością lub słabością, Człowieka stać na niewyobrażalny wysiłek. Trzeba po prostu to zrobić.
Możesz.
Współczesny człowiek odłącza się w niepokojącym tempie od własnych korzeni - a są nimi związek z naturą i duchowość. Zwłaszcza duchowość, która decyduje o naszym człowieczeństwie zastępowana jest protezą materialnego posiadania. Posiadamy i gromadzimy.
Żyjemy we świecie, w którym każdy, przez całą dobę, potrzebuje mieć dobre samopoczucie. Nie chcemy się wysilać, robić rzeczy, które są nieprzyjemne, pracować fizycznie i wszystkiego co wytrąca nas ze stanu zadowolenia. Chcemy się czuć wyjątkowo i odświętnie każdego dnia, każdego dnia świętując zapominamy, że to co codzienne świętem być przestaje.
Przejadamy się nie tylko jedzeniem ale i informacjami - często bezwartościową papką, przeżutą dla nas przez całe zastępy specjalistów od zabijania czasu, łykamy tę papkę nie bacząc, że nabawimy się niestrawności. Żyjemy, często z sieci dowiadując się jaka jest pora roku. Przestaliśmy iść w równym rytmie z naturalnymi cyklami przyrody, które od początku istnienia ludzkości decydowały o naszym życiu. Przez tysiąclecia przewodnikami na naszej drodze były gwiazdy, dziś ogromny procent ludzi nie wie jak wygląda droga mleczna.
Bo przed naszym domem wygląda tak:


Spadająca gwiazda nad chatą Magoda:


Nie wróciłam tutaj by narzekać, po prostu się obawiam. Ludzkość weszła na drogę, z której nie ma odwrotu, czas i techniczne "zdobycze" odmienią Człowieka na zawsze. Nie jestem katastrofistką, wierzę w ludzką siłę i zdolność adaptacji - przetrwamy ale czy będziemy szczęśliwsi?
Moje życie do końca zamierzam przeżyć pod prąd, bardziej staroświecko. Nie wiem kto gra w jakimś telewizyjnym serialu ale doskonale znam ptaki mieszkające cały rok na naszym tarasie. Jednak ten pędzący przed siebie świat wymusza nawet na mnie swoje reguły. Niedawno pojechałam do Sanoka by kogoś odebrać z autobusu i zawieźć w Bieszczady. Od ośmiu lat mam ten sam telefon komórkowy bo jeśli coś dobrze działa to nie widzę potrzeby aby to wymieniać na nowe. Niestety bateria - obecnie nie do kupienia w sieci, siada mi dzień po naładowaniu i tak też się stało: autobus się spóźniał a ja nie miałam kontaktu z przyjeżdżającą osobą bo padła mi bateria. Poszłam do pobliskiego sklepu i chciałam kupić ładowarkę by baterię podładować. I co? Dowiedziałam się (w sklepie handlującym ładowarkami), że mam archaiczny sprzęt i ładowarek do niego nie ma już od dawna. Ludzie! ten telefon ma dopiero 8 lat! Działa! Niestety muszę się go pozbyć bo bez nowej baterii jest bezużyteczny a baterii już nie produkują bo są nowsze modele.
Wszystko się we mnie skręca na takie marnotrawstwo. A dodatkowo czuję się zmuszana do czegoś na co nie mam ochoty. Nie wymieniam na razie telefonu, nadal szukam baterii...
Mam wewnętrzny opór przed wyrzucaniem. Tej jesieni kupiłam sobie pierwsze od 12 lat jesienne - nowe buty. Poprzednie przez te lata sprawowały się znakomicie. Wszystkiemu co staje się dla mnie niepotrzebne staram się znaleźć nowe domy, ciuchami wymieniam się z koleżankami, rozdałam niepotrzebną pościel, ręczniki, garnki i zastawę stołową. Nie kupuję niczego w opakowaniach jeśli to samo mogę kupić na wagę. Zawsze w plecaczku z którym się nie rozstaję (15 lat razem!) noszę bawełniane torby na zakupy - mam ich ponad dziesięć. Wolę coś naprawić lub przerobić niż kupować nowe. Nie ze skąpstwa, zalaliśmy ten świat górami, Himalajami niepotrzebnych przedmiotów. Dostaję dużo prezentów w postaci warzyw i owoców - wszystko przerabiam a potem często rozdaję słoiczki z zamkniętym w nich jesiennym słońcem. Mieszkamy w przeniesionej chacie - taki budowlany recycling, śmiejemy się z Maćkiem, że my też tak trochę vintage jesteśmy, taki ludzki second hand.
Możesz. To piękne słowo, które powinniśmy powtarzać sobie każdego dnia. Możesz, możesz...
Kilka miesięcy temu pewne wydawnictwo zaproponowało mi napisanie książki. Książki o życiu na wsi. Powiedziałam sobie to słowo: możesz! i zgodziłam się. Poczułam, że jestem gotowa i praca nad książką sprawiała mi radość. Ostatecznie nie zdecydowałam się na podpisanie umowy z wydawcą, jednak książkę piszę dalej. Nie wiem czy uda mi się ją opublikować - może nie znaleźć się wydawnictwo, które taka książka zainteresuje ale mam już jedną trzecią materiału gotową i na razie nie martwię się niczym. Ponieważ często byłam przez czytelników bloga do napisania książki namawiana to ośmielę się zapytać: czy są jakieś tematy, które interesują Was szczególnie? O czym chcielibyście Panie i Panowie w takiej książce przeczytać? Jak ją sobie wyobrażacie? Za odpowiedzi i podpowiedzi będę wdzięczna.
I znów mamy zimę!


Nasze koty nie ruszają się spod lodówki przez całą dobę, bezustannie domagając się jedzenia. Na dobrą sprawę my też nie powinniśmy od lodówki odchodzić bo pod nią trwa zaciekła walka o życie. Koty karmione z częstotliwością: non stop, rzucają się na miski, kradną sobie nawzajem, warczą i się telepią. Oczywiście rozrastają się w oczach, Kićka z maleńkiej szczuplutkiej koteczki stała się tłustym, dupiatym i puchatym stworem, tak na oko dwa razy większym. W krótkich przerwach między jedzeniem koty leżą i tyją. Z tego wnoszę, że zima będzie ostra o czym lojalnie czytelników bloga uprzedzam.
W tym miejscu miałam jeszcze kilka refleksji na temat naszych piesków ale sobie to skasowałam. Wklejam za to trochę pieskowych zdjęć.










Całego posta ilustrują dziś zdjęcia wklejane na chybił trafił. Ponieważ poprzednia moja tu wizyta miała miejsce w lipcu, na początku lata, to trochę się ich nazbierało. Teraz mamy zimę i śnieg. Wraz z Maćkiem odbywamy obecnie "urlop" w czasie którego trzeba posprzątać chaty, wyprać wszystko, wyremontować pokoje i łazienki. Budujemy dom... Ale wolnego czasu jest więcej niż w sezonie więc szyję sobie czasem, i kończę robić przetwory. Korzystam z ostatnich chwil wolności bo w grudniu wszystko zacznie się od początku.
Takie oto poduszki i ocieplacz na kubek uszyłam sobie ze starego swetra na chłodne wieczory:








Uwaga, Uwaga!!!
 Mam jeszcze wiadomość dla czytelników bloga "Utkane z Marzeń". Kilka osób pisało do mnie z pytaniem czy nie wiem co się dzieje z jego autorką Elizą. Rozmawiałam z nią niedawno , poprosiła mnie aby podziękować wszystkim za troskę i pamięć, niestety nie ma obecnie komputera i nie ma możliwości kontynuowania pisania. Nie może w związku z tym również odpowiadać na listy. Czuje się dobrze i wszystkich najserdeczniej pozdrawia.


Koty:







 
Obrazki letnie, jesienne I zimowe:












Uwielbiam fotografować krowy :)


 Krowa ma najdłuższy i się chwali!





Przelatujące ptaki:




Tradycyjnie opublikowałam posta przed jego napisaniem :) Bardzo przepraszam za zamieszanie, pozdrawiam serdecznie wszystkie zaglądające tu osoby!

Filmowo:

Chata bojkowska

Chata bojkowska

Chata Magoda

Chata Magoda

Widoki z tarasu:

Widoki z tarasu:

Okolice domu

Okolice domu