poniedziałek, 18 października 2010

Przed metą

 "Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być nimi jutro?
Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie, jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia.

Wyjdź mu naprzeciw."
  Phil Bosmans

Od wielu miesięcy zachowuję się okropnie. Nie mam czasu dla znajomych, nie mam czasu dla przyjaciół, nie mam czasu na odpisywanie na listy, na pisanie bloga, robienie zdjęć, nie mam czasu dla siebie, na normalne życie, od dawna nie przeczytałam żadnej książki. Wszystkiemu winna bojkowska.
Musieliśmy ją wyremontować bo pozostawienie jej w takim stanie byłoby grzechem zaniechania. Podzieliłaby los wielu innych chat w Bieszczadach, zapadłaby się, zgniła i - tu pozwolę sobie na personifikację - umarła.  Jednak remont ten wymagał od nas nieustannej pracy, na okrągło, naszego potu i krwi w sensie dosłownym, wymagał także góry pieniędzy.
Nie będę wdawać się w drastyczne szczegóły - dziś wiem, że było to przedsięwzięcie na pograniczu naszych sił i możliwości i chociaż sam remont potrwa jeszcze  najwyżej dwa tygodnie to jego konsekwencje pociągną się  lata długie - do spłaty kredytu. Mam nadzieję, że regeneracja nadszarpniętych sił nastąpi szybciej.
Jesteśmy zmęczeni tak bardzo.
Bojkowska odwdzięcza nam się swą odzyskaną urodą, ciepłem i niepowtarzalnym klimatem. Nie wytrzymałam i kiedy tylko było to możliwe kategorycznie wyraziłam swą chęć pomieszkania w niej. Choć trochę. Potem odstąpimy ją ludziom pewnie równie jak my zmęczonym. Zmęczonym - życiem miejskim, zabieganym.
To wspaniałe uczucie kiedy wieczorami po skończonej pracy, mówimy gościom: dobranoc i drepczemy przy świetle latarki - do bojkowskiej. Ona była naszym pierwszym bieszczadzkim domem. Dziś nas przygarnia, koi ciepłem kominka, zapachem drewna, cieszy oczy pięknem detali i napełnia dumą. Udało się!
Ponieważ Maciek remontował ją z miłością i szacunkiem, z pewnością przetrwa kolejne dziesiątki lat.
 Wystrój chaty jest kompromisem. Nie mogłam jej aranżować "skansenowo" ponieważ żyjemy w innych niż Bojkowie czasach i niezbędnym stało się wyposażenie jej a przykład  w łazienki - w zamian za zewnętrzny wychodek, niewiele jest osób umiejących korzystać z kuchni na drewno, nie sposób jak myślę wypocząć na drewnianej wąskiej ławie i tak dalej. Kilka starych, autentycznych, wiejskich sprzętów postanowiłam zestawić z tym co podkreśliło by ich urodę, nie zagłuszając ich kolorem, formą czy materiałem. Wybór padł na wiklinę, rattan i jasne naturalne tkaniny, bawełniane, ręcznie dziergane koronki. Jest to stylizacja na rustykalność jednak nienachalna jak sądzę. Już niedługo pokażę całość jak tylko zakończy się szlifowanie mebli, ustawianie, sprzątanie, szycie.
Dziś sprzątałam, szorowałam ukończone już pokoje i łazienki. Myłam pokryte remontowym pyłem okna. Maciek układa podłogowe kafle w kominkowym saloniku przy schodach. Psy się nudzą.
W wielomiesięcznym maratonie pracy łatwo zapomnieć o powodach tej harówki. Zmęczony organizm woła o odpoczynek i wysiłkiem ponad siły  wydaje się zwykły uśmiech czy miły gest. Nam się jednak to udaje, pamiętamy po co to robimy, cieszymy się każdym drobiazgiem i często z trudem wleczemy oporne ciała by pójść i obejrzeć końcowy efekt jakiegoś etapu.
Wybaczamy sobie kiedy coś się nie uda. Nie warto zadręczać się drobiazgami.
Za kilka dni zjadą do nas z całej Polski przyjaciele by świętować z nami zakończenie pracy nad bojkowską. Potem otworzymy ją dla innych. Często słyszę pytanie jak sobie z tym radzę: wkładam całe serce w urządzenie domu a potem to oddaję. Czy mi nie żal gdy coś się pobrudzi, zniszczy stłucze?
Przywołam słowa Gogola:  "Bezgraniczne przywiązanie do czegokolwiek w życiu już jest nieszczęściem".
Staram się trzymać dystans. Pomaga.
Poza tym mamy już kolejne plany i jeszcze się w życiu naurządzam. Chcemy uratować jeszcze jedną chatę. Na razie jej szukamy. Przeniesiemy ją  (miejsce jest już wybrane) i zamieszkamy w niej tylko my. Tyle w temacie odpoczynku...
Zdjęć dziś pokażę dużo bo na początek dwa drobiazgi które przygotowałam do bojkowskiej, potem nieco jesieni z pieskami w tle, a na koniec garść zdjęć naszych gości, którzy  dokumentują nasz dom i okolice piękniej niż ja bym kiedykolwiek  była w stanie.
Poniżej stara obudowa zegara. Lata sześćdziesiąte. Piękna nie była, zrobiłam z niej apteczkę:

 Stare okna... mam na ich punkcie fioła. Zrobiłam zatem dekorację do sieni.
Obiecany jesienny spacer:



























A teraz zdjęcia gości. Niektóre zostały zrobione baaaardzo wcześnie rano. Piękny mamy szron?












Pragnę przeprosić wszystkich do mnie piszących, że odzywam się z opóźnieniem lub wręcz wcale na listy nie odpowiadam - wybaczcie! Już niedługo się poprawię.

czwartek, 7 października 2010

We mgle

Jesienny wiatr nawiewa do domu zżółknięte liście, wspomnienia i głupie myśli.
Dwie szalone psie panny parskają wiatrem i ciepłem, tańcząc z radości. Letnie wieczory, zieleń i kwiaty wrócą w przyszłym roku. Odpoczynek się zbliża a wraz z nim refleksja o przemijaniu wszystkiego. Wszystkiego.
Rodzimy się by umrzeć, nie ominie to nikogo - żyjemy, z dnia na dzień zwijając się w sobie jak schnące liście. Jesteśmy tak krótko, że żal marnować jednej chociaż chwili. Żal tkwić w tym co nie jest dobre. Żaden moment się nie powtórzy, żadne lato, żadna okazja do szczęścia, uśmiechu.
Nie ma takiego mądrego, który powie: żyjemy po to by... i to okaże się prawdą. Nie wiadomo mi po co szkodnik o nazwie "człowiek" zapełnia tę Planetę. Jedynym w miarę przekonującym powodem by tu być jest czynić dobrze, nie szkodzić, nie wtrącać się, ... być szczęśliwym.
Na dzisiejszych zdjęciach widać niewiele: poranne mgły i szadź. Ot.
 I trochę kolorowych liści...






































Filmowo:

Chata bojkowska

Chata bojkowska

Chata Magoda

Chata Magoda

Widoki z tarasu:

Widoki z tarasu:

Okolice domu

Okolice domu